czwartek, 26 maja 2016

Lista herbat i eventów herbacianych

Już od dawna planowałam taki wpis.
Nie wiem tylko, jak poniższą listę lub odsyłacz do tego wpisu umieścić na stronie głównej bloga albo poniżej zakładki "o mnie". 
Edit: dzięki pomocy Łukasza udało się umieścić ją na szablonie bloga. Łukaszu, dzięki jeszcze raz! :) 

Klik na nazwę herbaty lub eventu powinien odsyłać do konkretnego postu na blogu. Kursywą są opatrzone herbaty, których kosztowałam, ale nie doczekały się wpisu na blogu.

***

HERBATY

Oolongi / herbaty turkusowe:

Herbaty czarne:

Herbaty zielone:

Herbaty białe:

Herbaty żółte:

Mieszanki herbat:
Pu-erh:

Zioła:


HERBACIANE EVENTY - RELACJE


LITERATURA HERBACIANA


CERAMIKA HERBACIANA


 

piątek, 20 maja 2016

Targi Tea & Coffee World Cup Kraków 2016

Targi Herbaty i Kawy, połączone z turniejem Tea Masters Cup Poland odbyły się po raz pierwszy w Krakowie w dniach 10-12 maja 2016.
Więcej informacji o grafiku imprezy można znaleźć na stronach oficjalnych: https://www.facebook.com/groups/teamastersclub/ https://www.facebook.com/events/204107396640081/

A teraz czas na prywatne refleksje.
Ze względu na niewiele czasu, mogłam się pojawić jedynie na chwilę po południu 10 maja.
Miałam jednak szczęście, gdyż załapałam się na parzenie herbat w wydaniu Yury'ego Podusova, na czym mi szczególnie zależało.
Yury, szczególnie na plakacie promocyjnym, wizualnie skojarzył mi się z Ragnarem z serialu "Wikingów". Mam nadzieję, że nie obraziłby się za takowe skojarzenie. :)
Jego technika parzenia zwie się Wolverine.
Istotnie odprawiał jakoweś czary nad swoimi, kunsztownymi zresztą, utensyliami. Jego gesty dłońmi przypominały taniec. :)
Miałam okazję spróbować zaparzonego przez niego oolonga. Miał kolor miodowy i smak bardzo delikatny, lekko kwiatowy. Niestety nie znam nazwy (nie załapałam się na początek, gdy herbata była prezentowana), ale mógł to być Tie Guan Yin.

Cieszę się, że mogłam zobaczyć zaparzanie w wydaniu Yury'ego Podusova. A także obejrzeć ofertę wystawców z całego świata - Chiny, Wietnam, Niemcy, Ukraina, Polska etc., jednak same Targi mnie trochę rozczarowały.
Być może dlatego, że spodziewałam się większych fajerwerków - szerszej oferty herbacianej - zarówno herbat, jak i ceramicznych utensyliów (kawy nie oceniam, bo bardzo rzadko piję ten napój). Szczególnie, że wstęp na Targi do najtańszych nie należał. Ponadto przyszłam na Targi już po zakończeniu większości atrakcji dnia.

Szkoda również, że Expo (we wnętrzu którego mieścił się TMC Poland) położone jest niemal na totalnym zadupiu. Jeżeli ktoś, tak jak ja, nie dysponuje własnym samochodem, to dojazd ma średnio komfortowy.
 Od przystanku autobusowego trzeba iść spory kawałek drogi, w dodatku po drodze albo puste pola, albo plac budowy i zero żywego ducha, nie licząc mijanych po drodze kilku osób (zapewne bywalców Targów).


Widok na Targi od wejścia:



Yury Podusov w trakcie parzenia:




"Pawilon Chiński":


Uroczy zestaw ceramiki z glinki przy stoisku wystawców z Wietnamu:


Interesujące opakowania na herbatę lub kawę:


Orientalny stolik z dekoracją w postaci tykwy (szalenie mi się spodobał!):





piątek, 22 kwietnia 2016

Bangkok

Statua przedstawiająca Bodhisattwę Guanyin, polichromowane drewno,
XI-XII w., czas chińskiej dynastii Liao (źródło: tutaj)
Zaparzyłam już dość dawno temu herbatę Organic Bangkok firmy Harney & Sons. To organiczna zielona herbata z dodatkiem kokosu, trawy cytrynowej, imbiru i wanilii. Nazwa adekwatna - kokos nie od parady zalicza się do "produktu narodowego" Tajlandii, dodaje się go do potraw, a także do napojów. :) Napar jest całkiem smaczny, aczkolwiek nie zachwycił mnie tak jak ostatnio próbowany the Earl of Harlem. Dominuje nuta kokosu i imbiru. Reszta składników jest w zasadzie niewyczuwalna. Nie wiedzieć czemu, smak tej herbaty przypomina mi trochę Imperial Label Kusmi (może dlatego, że obie zawierają wanilię?).




czwartek, 24 marca 2016

Hrabia Harlemu

Znowu zaniedbałam bloga!
Tym razem czas na odmianę - herbatę w piramidce, która już dawno (o ile kiedykolwiek?) u mnie nie gościła w "szalonej herbaciarnio-czytelni".

Wypatrzyłam niedawno nietypową mieszankę herbacianą i stosunkowo nową, a zatem rzadko spotykaną (szczególnie w Polsce) i zakupiłam w postaci próbki - piramidki.

Mowa o The Earl of Harlem firmy Ambessa.
Ambessa to młodziutkie przedsiębiorstwo założone przez Marcusa Samuelssona. Marcus jest z pochodzenia Etiopczykiem, wychował się w Szwecji, a obecnie mieszka w Nowym Yorku.  Wyruszył on w podróż po świecie, która stała się źródłem jego inspiracji, między innymi herbacianych.
Nazwę dla swojej firmy zaczerpnął z języka etiopskiego, w którym "Ambessa" oznacza lwa. Wyjaśnia się tajemnica, dlaczego to szlachetne zwierzę widnieje na etykietce próbki. :)

Jak przypuszczam, nazwa "The Earl of Harlem" powstała jako nawiązanie do lorda Greya i słynnej herbaty "Earl Grey" oraz do Harlemu, dzielnicy Nowego Yorku, zamieszkanej w większości przez ludność afroamerykańską.
Mój tok skojarzeniowy przy ujrzeniu wzorzystego opakowania tej herbaty był jednak zupełnie inny. :P
Dwuliniowy, przy czym obie linie zbiegły się w pewnym punkcie. ;)
1. Harlem -> Haarlem w Holandii -> Saardam -> Cieśla z Saardamu -> "Biała Gwardia" Bułhakowa i Piotr Wielki przy okazji. :D
2. Lapsang Souchong + bergamotka -> o, Orient! Daleki Wschód, Chiny, Rosja, karawany, Jedwabny Szlak.

The Earl of Harlem to czarna herbata z domieszką wędzonej nuty, aromatu bergamotki i cytrusów. Naprawdę ciekawa! Od razu mi posmakowała. O ile Lapsang Souchong zupełnie mi nie przypadł do gustu (zbyt wędzony i smakuje jak kompot z suszonych owoców, którego nie znoszę :P), to w tym wypadku połączenie dymnej domieszki z nutami, charakterystycznymi dla mojego ukochanego Earl Greya (to moja "standardowa", codzienna herbata) jest strzałem w dziesiątkę. Oczywiście, zauważalna jest w smaku obecność goryczki, jednak nie jest ona na tyle mocna, żeby odstraszyć.
Ze swojej strony polecam - niekoniecznie jako codzienną herbatę (zbyt "ciężka" pod względem smakowym i cenowym), ale jako "rarytas" na niezwykłe okazje - jak najbardziej. :)

 * * *
 
Torebeczka:

 
 
Napar o głębokiej, ciemnobursztynowej barwie, typowej dla herbat czarnych:


Tak wygląda oryginalne pudełko:


Źródło: strona sprzedawcy 

Kolejne święta przed nami, życzę Wam przede wszystkim pogody ducha i wiosennego ciepła, jak przystało na Wielkanoc! :)
 
 


niedziela, 21 lutego 2016

Kusmi Tea

Długo mnie tu nie było, niemal 2 miesiące!
Powód: życie + chwilowy zanik pasji herbacianej na rzecz fazy "rosyjskiej".

Po raz kolejny za sprawą cudownej literatury.
Tym razem zachwycił mnie hrabia Tołstoj, jednak nie Lew, a Aleksiej.
Jego „Książę Srebrny” szalenie mi się spodobał. Mistrzowskie studium charakterów ludzkich! A przy tym pełno gorącokrwistych i dumnych rosyjskich watażków. :P Tacy narwańcy to tylko w Rosji lub w krajach sąsiednich. Owszem, inne narody też miewają tę Bożą iskrę szaleństwa, jednak przejawia się ona inaczej niż w przypadku Słowian, rosyjska jest niepowtarzalna. 
 
Od kniazia Wiaziemskiego zaś króciutka droga do …Bohuna. Czytając o księciu Afanasiju od razu pomyślałam sobie, że to wypisz wymaluj pierwowzór Jurko. :) Zresztą w tej książce sporo elementów podobnych do "Ogniem i Mieczem" - coś mam wrażenie, że Sienkiewicz aż za wiele zaczerpnął z dzieła Tołstoja. ;)
Skończyło się na powtórce 1 części Trylogii oraz serialu na jej podstawie (już niemal 2 dekady minęły od 1 razu...).
Skoro jest Bohun, to nie może zabraknąć obłędnego Aleksandra Domogarowa. *_*

Strzeż się, kniahini!
 Gniewu Bohuna...

Z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o księciu Afanasiju, tym historycznym, znacznie mniej dającym się lubić niż jego literacki odpowiednik. Na wiki zarówno pl jak i rosyjskiej jest info tyle, co kot napłakał.
 
Przydałaby się na zakończenie postu herbata z samowaru (koniecznie w szklance, przystrojonej w słynny koszyczek, z dodatkiem konfitury i kostki cukru), ale skoro nie dysponuję tym cackiem do parzenia, będzie cosik innego związanego z Rosją:

Imperial Label marki Kusmi Tea.
Herbatę tę kupiłam 4 lata temu, jednak jeszcze nie miałam okazji prezentować na blogu. Nietypowa w moim odczuciu i naprawdę mi posmakowała. To mieszanka chińskich zielonych herbat z aromatem pomarańczy, wanilii, cynamonu, korzenia lukrecji i dodatkiem alg morskich. To jedna z 2 herbat, jakie dane było mi pić, która przepływa przez usta i gardło miękko niczym aksamit. Świetna sprawa! Być może tę niesamowitą konsystencję herbata zawdzięcza algom morskim.
Smak ma ciekawy - przede wszystkim wyczuwalna jest słodycz. Czuć wanilię, zioła (może owa lukrecja) i jakby miętę. Tej ostatniej wprawdzie w składzie nie ma i normalnie jej nie znoszę, jednak tu ten posmak mi pasuje. 

Siedzibą marki Kusmi obecnie jest Francja, a ściślej Miasto Świateł - Paryż,  jednak jej korzenie wywodzą się z Sankt-Petersburga. Początek dał jej dom herbaty Kusmichow, założony w 1867 r.
Dlatego nie mogłam się oprzeć, aby do tej herbaty nie dodać jednego z niewielu zabytków zachowanych w domu - oryginalną rosyjską łyżeczkę z połowy XIX w. sygnowaną inicjałami probierza działającego wówczas w Sankt-Petersburgu. ;)



Prince Vladimir tej samej firmy.
Książę Włodzimierz posmakował mi znacznie mniej, co też widać po o wiele mniejszym stopniu zużycia herbaty w pudełeczku. :P
To z kolei mieszanka czarnych  herbat z posmakiem bergamotki, cytryny, limonki, grejpfruta, wanilii i bliżej niezidentyfikowanych przypraw. Nic specjalnego według mnie - trochę podobna do Kaszmiru i Madagaskaru (z tych 3 Madagaskar najlepszy). Najbardziej czuć goryczkę czarnej herbaty (a la Assam i Darjeeling, co mnie już mniej pozytywnie nastraja :P) oraz dodatek bergamotki i cytryny. Natomiast ta herbata ma piękny kolor naparu, taki bursztynowy. Jest też bardziej klarowny niż lekko mętny napar Imperial Label.


piątek, 1 stycznia 2016

Domowa Czajownia i Wspomnienie z Bombaju

Parę dni temu, w ramach odstresowania przy pisaniu artykułu, postanowiłam zrobić sobie Czajownię w domu. ;)
Dzisiaj powtórzyłam eksperyment, w obu przypadkach efekt pozytywny.

Oto Wspomnienia z Bombaju - wersja z krakowskiej Czajowni (wrzesień 2014 i listopad 2015)
To czarna herbata Assam z wiórkami czekolady, podawana z miodem i mlekiem.
Ogólnie nie przepadam za dodatkiem czekolady w herbacie, ale w tym wypadku połączenie mi odpowiada. Takie herbaciane kakałko (a tradycyjne kakałko = pychota!). :D

 
 
 
Poniżej moja domowa wersja.
Starałam się odtworzyć akcesoria i ich układ z Czajowni. :)
Nie miałam wprawdzie herbaty z czekoladą, za to dysponowałam herbatą z dodatkiem orzechów laskowych i wanilii (Vento d'Autumno firmy Blend Tea).
Z dostępnością mleka i miodu problemu nie było. ;)
Smakowo i kolorystycznie napar wyszedł mi bardzo podobny do tego z Czajowni, nawet mimo lekkiej zmiany dodatków.
Na zimę (chyba nadeszła :P) w sam raz - sycący i rozgrzewający.
Voila!


 
Na koniec, życzę Wszystkim szczęśliwego i optymistycznego Nowego Roku 2016! :)

wtorek, 29 grudnia 2015

Bai Hao w towarzystwie Lishan Gui Fei

Przedwczoraj na warsztacie znalazły się 2 herbaty, które łączy ten sam gatunek oraz fakt, iż liście obu nadgryzane są przez robaczki. :P

Znakomitego oolonga Bai Hao czyli Dongfang Meiren nikomu przedstawiać nie trzeba. Natomiast według informacji widniejących na stronie Czarki, Lishan Gui Fei to herbata z tej samej prywatnej plantacji na Tajwanie, co prezentowana wcześniej na moim blogu Lishan Tie Guan Yin. Jest stosunkowo młodziutka, po raz pierwszy zaczęto ją wytwarzać w 1999 r., kiedy to w wyniku trzęsienia ziemi do opuszczonych plantacji herbacianych zaczęły się dobierać rzeczone robaczki - Jacobiasca Formosana (owady z rzędu pluskwiaków, rodzina skoczkowatych; wyglądają trochę jak pasikonik).
Smak tej herbaty podobno ze względu na subtancję ochronną (filoaleksyny), jaką wydzielają liście broniąc się przed owadami i nadbudowując zniszczoną tkankę.

Bai Hao to Wschodnia Piękność, zaś Gui Fei to dama dworu najwyższej rangi. Ciekawa jestem, czy inspiracją dla tej nazwy oolonga była słynna konkubina cesarza Xuanzonga - Yang Yuhuan, znana szerzej jakoYang Guifei.

Bai Hao w gaiwanie:

 
Lishan Gui Fei w Cacuszku:

I parzenie:

II parzenie:
 
 
Bai Hao:
90-95 stopni C. I parzenie: 1 min.-1 min. 7 sek.;  II: 45 sek.-1 min.; III: 1 min. 20 sek.-1 min. 40 sek. 

Gui Fei:
95 stopni C. I parzenie: 30-50 sek.; II: 20-30 sek.; III: 40-50 sek.

Bai Hao tym razem mi bardzo smakowała, jak zwykle zresztą. I parzenie było esencjonalne, wyraziście miodowo-kwiatowe w smaku i kolorze. Szczególnie piękny aromat miodu unosił się z wilgotnych liści w gaiwanie. <3
II smakowało podobnie, natomiast w III miód i kwiaty nie były już wyczuwalne, natomiast przebijały prażone, kwaskowe i orzechowe nuty (i troszkę już trawiaste).

Potwierdziło się, że w Wigilię faktycznie moje kubki smakowe nie chciały współpracować z tą herbatą. ;)

Lishan Gui Fei natomiast mnie rozczarowała. Zgodnie z opisem na stronie herbaciarni, spodziewałam się po tej rzadkiej herbacie cynanomowego smaku i aromatu oraz wyazistości godnej Bai Hao. Nic z tych rzeczy. I parzenie było moim zdaniem niesmaczne - słabe i cokolwiek trawiaste, co też było widoczne w barwie naparu. Prażona nuta oolongowa była tylko lekko wyczuwalna. II i III było już nieco lepsze.
Nie wiem, czy to kwestia moich preferncji smakowych, czasu parzenia czy sortu herbaty.
Następnym razem spróbuję może wydłużyć czas parzenia tej herbaty do wartości użytych przy Bai Hao.

I parzenie, Gui Fei po lewej, Bai Hao po prawej:

 

II parzenie, jw.: