Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imbir. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 listopada 2017

Karak chai

Karak chai (شاي كرك),
czyli czarna herbata z mlekiem, cukrem i kardamonem, to napój szeroko rozpowszechniony w krajach Zatoki Perskiej, a szczególnie w Katarze i Emiratach Arabskich.
Jego skład jest zbliżony do masala chai, jednak zamiast wielu orientalnych przypraw do naparu dodaje się tylko jedną - kardamon.  Istnieją jednak różne wariacje karak chai - np. z dodatkiem imbiru albo mleka skondensowanego zamiast zwykłego.
Jak się przypuszcza, karak chai zadomowił się w Zatoce Perskiej dzięki indyjskim imigrantom ekonomicznym. 
To herbata w sam raz dla mnie, gdyż uwielbiam smak i zapach kardamonu. <3

Zrobiłam karak chai w najbardziej tradycyjnym wydaniu.
4 torebki herbaty (najlepiej Assam lub Ceylon, w moim przypadku mój ulubiony Earl Grey) na ok. 250 ml wody. Po zagotowaniu wody dodałam kilka ziaren kardamonu (wrzucam je bez łupinki, chociaż inni wykorzystują ziarna w całości) oraz 2 łyżki miodu jako alternatywę dla cukru. Następnie dolałam ok. 250 ml mleka. Całość zagotowałam i trzykrotnie doprowadziłam do niemal pełnego wykipienia (podobnie jak w przypadku kawy parzonej po turecku, smak naparu ponoć wówczas jest lepszy).
Do karak chai dodaję często również wody różanej, popularnej w krajach Bliskiego Wschodu. Napar smakuje wówczas cudownie. <3 I zgodnie z duchem Lewantu. ;)

Karak chai z wodą różaną:

 
Karak chai w wersji klasycznej:


środa, 7 grudnia 2016

Domowa Sushi-arnia z dodatkiem senchy

Dawno nie publikowałam czegoś stricte japońskiego na blogu. :)

Kultura, sztuka, filozofia i kuchnia japońska fascynują mnie od dawna.

Sushi jadłam już kilkakrotnie, tym razem postanowiłam zrobić samodzielnie futomaki.
Na składniki wnętrza wybrałam wędzonego łososia (lepiej nie ryzykować otrucia się surową rybą ;)), liście sałaty zielonej oraz tykwę marynowaną w sosie sojowym (kanpyō).

Oto moje futomaki w towarzystwie sosu sojowego, chrzanu wasabi i imbiru marynowanego:


Nie chwaląc się, jestem zadowolona z efektu i smaku. :)
Spodziewałam się, że wykonanie rolek będzie znacznie trudniejsze. Wbrew pozorom najbardziej upierdliwe było przygotowanie ryżu do sushi. Płukanie go x razy, gotowanie i ostudzanie.
Podobno sushi w wydaniu wytrawnego specjalisty nie powinno mieć fragmentu płata alg wewnątrz ryżu. Moje rolki niestety mają, jednak nie narzekam, skoro to pierwszy raz.

Zjadłam całość prawie sama. Moi Domownicy, z jednym chlubnym Wyjątkiem, nie tknęli tego "świństwa" (bo glony i tykwa, która wygląda jak ...). :P

I kolejne jadło, tym razem onigiri wegetariańskie. Kupione, mojego autorstwa jest jedynie kompozycja rekwizytów. Towarzyszy mu sencha w czareczce (z moich domowych zapasów). Przypomniałam sobie, że japońskie zielone herbaty to nie to, co kotki lubią najbardziej. ;)


piątek, 22 kwietnia 2016

Bangkok

Statua przedstawiająca Bodhisattwę Guanyin, polichromowane drewno,
XI-XII w., czas chińskiej dynastii Liao (źródło: tutaj)
Zaparzyłam już dość dawno temu herbatę Organic Bangkok firmy Harney & Sons. To organiczna zielona herbata z dodatkiem kokosu, trawy cytrynowej, imbiru i wanilii. Nazwa adekwatna - kokos nie od parady zalicza się do "produktu narodowego" Tajlandii, dodaje się go do potraw, a także do napojów. :) Napar jest całkiem smaczny, aczkolwiek nie zachwycił mnie tak jak ostatnio próbowany the Earl of Harlem. Dominuje nuta kokosu i imbiru. Reszta składników jest w zasadzie niewyczuwalna. Nie wiedzieć czemu, smak tej herbaty przypomina mi trochę Imperial Label Kusmi (może dlatego, że obie zawierają wanilię?).