Targi Herbaty i Kawy, połączone z turniejem Tea Masters Cup Poland odbyły się po raz pierwszy w Krakowie w dniach 10-12 maja 2016.
Więcej informacji o grafiku imprezy można znaleźć na stronach oficjalnych: https://www.facebook.com/groups/teamastersclub/ https://www.facebook.com/events/204107396640081/
A teraz czas na prywatne refleksje.
Ze względu na niewiele czasu, mogłam się pojawić jedynie na chwilę po południu 10 maja.
Miałam jednak szczęście, gdyż załapałam się na parzenie herbat w wydaniu Yury'ego Podusova, na czym mi szczególnie zależało.
Yury, szczególnie na plakacie promocyjnym, wizualnie skojarzył mi się z Ragnarem z serialu "Wikingów". Mam nadzieję, że nie obraziłby się za takowe skojarzenie. :)
Jego technika parzenia zwie się Wolverine.
Istotnie odprawiał jakoweś czary nad swoimi, kunsztownymi zresztą, utensyliami. Jego gesty dłońmi przypominały taniec. :)
Miałam okazję spróbować zaparzonego przez niego oolonga. Miał kolor miodowy i smak bardzo delikatny, lekko kwiatowy. Niestety nie znam nazwy (nie załapałam się na początek, gdy herbata była prezentowana), ale mógł to być Tie Guan Yin.
Cieszę się, że mogłam zobaczyć zaparzanie w wydaniu Yury'ego Podusova. A także obejrzeć ofertę wystawców z całego świata - Chiny, Wietnam, Niemcy, Ukraina, Polska etc., jednak same Targi mnie trochę rozczarowały.
Być może dlatego, że spodziewałam się większych fajerwerków - szerszej oferty herbacianej - zarówno herbat, jak i ceramicznych utensyliów (kawy nie oceniam, bo bardzo rzadko piję ten napój). Szczególnie, że wstęp na Targi do najtańszych nie należał. Ponadto przyszłam na Targi już po zakończeniu większości atrakcji dnia.
Szkoda również, że Expo (we wnętrzu którego mieścił się TMC Poland) położone jest niemal na totalnym zadupiu. Jeżeli ktoś, tak jak ja, nie dysponuje własnym samochodem, to dojazd ma średnio komfortowy.
Od przystanku autobusowego trzeba iść spory kawałek drogi, w dodatku po drodze albo puste pola, albo plac budowy i zero żywego ducha, nie licząc mijanych po drodze kilku osób (zapewne bywalców Targów).
Widok na Targi od wejścia:
Yury Podusov w trakcie parzenia:
"Pawilon Chiński":
Uroczy zestaw ceramiki z glinki przy stoisku wystawców z Wietnamu:
Interesujące opakowania na herbatę lub kawę:
Orientalny stolik z dekoracją w postaci tykwy (szalenie mi się spodobał!):
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraków. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 maja 2016
piątek, 1 stycznia 2016
Domowa Czajownia i Wspomnienie z Bombaju
Parę dni temu, w ramach odstresowania przy pisaniu artykułu, postanowiłam zrobić sobie Czajownię w domu. ;)
Dzisiaj powtórzyłam eksperyment, w obu przypadkach efekt pozytywny.
Oto Wspomnienia z Bombaju - wersja z krakowskiej Czajowni (wrzesień 2014 i listopad 2015)
To czarna herbata Assam z wiórkami czekolady, podawana z miodem i mlekiem.
Ogólnie nie przepadam za dodatkiem czekolady w herbacie, ale w tym wypadku połączenie mi odpowiada. Takie herbaciane kakałko (a tradycyjne kakałko = pychota!). :D
Poniżej moja domowa wersja.
Starałam się odtworzyć akcesoria i ich układ z Czajowni. :)
Nie miałam wprawdzie herbaty z czekoladą, za to dysponowałam herbatą z dodatkiem orzechów laskowych i wanilii (Vento d'Autumno firmy Blend Tea).
Z dostępnością mleka i miodu problemu nie było. ;)
Smakowo i kolorystycznie napar wyszedł mi bardzo podobny do tego z Czajowni, nawet mimo lekkiej zmiany dodatków.
Na zimę (chyba nadeszła :P) w sam raz - sycący i rozgrzewający.
Voila!
Dzisiaj powtórzyłam eksperyment, w obu przypadkach efekt pozytywny.
Oto Wspomnienia z Bombaju - wersja z krakowskiej Czajowni (wrzesień 2014 i listopad 2015)
To czarna herbata Assam z wiórkami czekolady, podawana z miodem i mlekiem.
Ogólnie nie przepadam za dodatkiem czekolady w herbacie, ale w tym wypadku połączenie mi odpowiada. Takie herbaciane kakałko (a tradycyjne kakałko = pychota!). :D
Starałam się odtworzyć akcesoria i ich układ z Czajowni. :)
Nie miałam wprawdzie herbaty z czekoladą, za to dysponowałam herbatą z dodatkiem orzechów laskowych i wanilii (Vento d'Autumno firmy Blend Tea).
Z dostępnością mleka i miodu problemu nie było. ;)
Smakowo i kolorystycznie napar wyszedł mi bardzo podobny do tego z Czajowni, nawet mimo lekkiej zmiany dodatków.
Na zimę (chyba nadeszła :P) w sam raz - sycący i rozgrzewający.
Voila!
Na koniec, życzę Wszystkim szczęśliwego i optymistycznego Nowego Roku 2016! :)
Etykiety:
Bombaj,
czajniczek,
Czajownia,
czarka,
czarna,
czekolada,
herbata,
kakao,
Kraków,
miodownik,
mleko,
orzechy,
orzechy laskowe,
Wspomnienia z Bombaju
Subskrybuj:
Posty (Atom)

