Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bergamotka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bergamotka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2017

Herbata Mnichów & Rooibos Sunrise

Ojej, jak dawno mnie tu nie było! Prawie trzy miesiące! Nawet nie wiem, kiedy ten czas zleciał.

Herbata Mnichów, jedna z moich ulubionych aromatyzowanych herbat, przez tyle lat jeszcze nie doczekała się osobnego wpisu. W styczniu zużyłam jej ostatnie zapasy, więc trzeba było ją uwiecznić! <3

To mieszanka czarnej i zielonej herbaty z dodatkiem jaśminu, wanilii i bergamotki. Szczególnie sobie cenię zapach i smak bergamotki, dlatego ta herbata kojarzy mi się z moich ulubionych Earl Greyem.
Ma charakterystyczny, intensywny smak hebraciano-kwiatowy. Paluszki lizać! :)

Poniżej w porcelanowym czajniczku i w czareczkach o chińskiej ornamentyce znajduje się Herbata Mnichów. Towarzyszy jej Rooibos Sunrise firmy Richmont w metalowym czajniczku. O Roiboosie pisałam tutaj.
Jako że herbata ma wschodnie korzenie, aromat kadzidła sprzyja atmosferze, a hasło "mnich" ostatnio wywołuje u mnie głównie skojarzenie z klasztorami buddyjskimi, kominka zapachowego i świeczek zabraknąć nie mogło! :)




czwartek, 24 marca 2016

Hrabia Harlemu

Znowu zaniedbałam bloga!
Tym razem czas na odmianę - herbatę w piramidce, która już dawno (o ile kiedykolwiek?) u mnie nie gościła w "szalonej herbaciarnio-czytelni".

Wypatrzyłam niedawno nietypową mieszankę herbacianą i stosunkowo nową, a zatem rzadko spotykaną (szczególnie w Polsce) i zakupiłam w postaci próbki - piramidki.

Mowa o The Earl of Harlem firmy Ambessa.
Ambessa to młodziutkie przedsiębiorstwo założone przez Marcusa Samuelssona. Marcus jest z pochodzenia Etiopczykiem, wychował się w Szwecji, a obecnie mieszka w Nowym Yorku.  Wyruszył on w podróż po świecie, która stała się źródłem jego inspiracji, między innymi herbacianych.
Nazwę dla swojej firmy zaczerpnął z języka etiopskiego, w którym "Ambessa" oznacza lwa. Wyjaśnia się tajemnica, dlaczego to szlachetne zwierzę widnieje na etykietce próbki. :)

Jak przypuszczam, nazwa "The Earl of Harlem" powstała jako nawiązanie do lorda Greya i słynnej herbaty "Earl Grey" oraz do Harlemu, dzielnicy Nowego Yorku, zamieszkanej w większości przez ludność afroamerykańską.
Mój tok skojarzeniowy przy ujrzeniu wzorzystego opakowania tej herbaty był jednak zupełnie inny. :P
Dwuliniowy, przy czym obie linie zbiegły się w pewnym punkcie. ;)
1. Harlem -> Haarlem w Holandii -> Saardam -> Cieśla z Saardamu -> "Biała Gwardia" Bułhakowa i Piotr Wielki przy okazji. :D
2. Lapsang Souchong + bergamotka -> o, Orient! Daleki Wschód, Chiny, Rosja, karawany, Jedwabny Szlak.

The Earl of Harlem to czarna herbata z domieszką wędzonej nuty, aromatu bergamotki i cytrusów. Naprawdę ciekawa! Od razu mi posmakowała. O ile Lapsang Souchong zupełnie mi nie przypadł do gustu (zbyt wędzony i smakuje jak kompot z suszonych owoców, którego nie znoszę :P), to w tym wypadku połączenie dymnej domieszki z nutami, charakterystycznymi dla mojego ukochanego Earl Greya (to moja "standardowa", codzienna herbata) jest strzałem w dziesiątkę. Oczywiście, zauważalna jest w smaku obecność goryczki, jednak nie jest ona na tyle mocna, żeby odstraszyć.
Ze swojej strony polecam - niekoniecznie jako codzienną herbatę (zbyt "ciężka" pod względem smakowym i cenowym), ale jako "rarytas" na niezwykłe okazje - jak najbardziej. :)

 * * *
 
Torebeczka:

 
 
Napar o głębokiej, ciemnobursztynowej barwie, typowej dla herbat czarnych:


Tak wygląda oryginalne pudełko:


Źródło: strona sprzedawcy 

Kolejne święta przed nami, życzę Wam przede wszystkim pogody ducha i wiosennego ciepła, jak przystało na Wielkanoc! :)