czwartek, 12 grudnia 2013

Yaaay!

Wczoraj kupiłam sobie wreszcie shiboridashi! <3

O, takie:



Shiboridashi (絞り出し) to japoński odpowiednik gaiwana (蓋碗), jest bardziej płaski, ma dzióbek i nie posiada spodka [choć zdarzają się też gaiwany bez spodka). Jego nazwa wywodzi się od japońskiego słowa shiboridasu (しぼりだす) - "wyciskać". Służy do parzenia głównie zielonych japońskich herbat.   

Rozdziewiczyłam naczyńko zieloną herbatą Pi Lo Chun ("Nefrytowa spirala wiosny"). To bardzo znana chińska zielona herbata z prowincji Jiangsu o charakterystycznym wyglądzie - skręcone listki są pokryte delikatnym białym puszkiem. Delikatny smak i aromat.

Mam nadzieję, że shiboridashi będzie mi służyło długo i wiernie. ;)

sobota, 2 listopada 2013

Dawno mnie tu nie było...

A herbat się trochę nazbierało, czas kontynuować listę. ;)
  

The Best

Liściaste:  

+ Róża Abisynii – świetny zapach, smak również ciekawy. Główna nuta to kwiatuszki róży abisyńskiej dodanej do mieszanki białej i zielonej herbaty, plus papaja.
Nadto słowo "Abisynia" trąciło jakąś ukrytą strunę w moich wspomnieniach. W „Pustyni i w puszczy” Etiopia funkcjonowała jeszcze pod tą nazwą (wiecie, Sudan walczący z Abisynią, Mahdi, derwisze i te sprawy…).
+ Sencha Exotic – nieco podobna do Senchy Hawaje, ale inna. Sencha z bławatkiem, słonecznikiem i płatkami róży. 
+ Maharani (Five O'Clock) - mmm, pychości i to jeszcze w piramidkach. <3 Ostatnio najbardziej mi smakują mieszanki zielonej i czarnej.
Jak już pisałam wyżej, piłam swego czasu tę herbatę w wydaniu sypanym od Tea Club, była przepyszna. Nigdzie jej już nie można dostać, stąd pieczołowicie przechowywałam jej resztki na czarną godzinę. Już nie muszę. :) 
+ Siedem zielonych skarbów (Herbaty Świata) - mieszanka 7 herbat, jednak wbrew nazwie - 6 zielonych (Chun Mee, Pi Lo Chun, Lung Ching, Sencha, Gunpowder) i 1 białej (Pai Mu Tan). Plus dodatek w postaci ananasa i poziomki.
Mmm, cudny zapach, aż wnętrze mojej torebki pachniało od tej herbaty. <3 Jednak po zaparzeniu zapach się zmienia, staje się taki ...lekko waniliowo-czekoladowy (co dziwi, bo nie ma tam czekolady). Podoba mi się, choć nie lubię wątków czekoladowych w herbacie. Szkoda, że w smaku ta herbata ma zbyt dużo goryczki, ale i tak jest smaczna (najmocniej czuć wanilię).
+ Czarna Gunpowder z porzeczką i żeń-szeniem (Five O'Clock) - może być, chociaż aromat porzeczki był zbyt silny i zagłuszał pozostałe składniki.

Liściasty mainstream:

+ Zielona z maliną i marakują (Big-Active) - całkiem smaczna i aromatyczna, choć nie jest to moja ulubiona zielona herbata. 
+ Biała rozkwitająca o smaku winogron (Big-Active) - pyszna, zresztą lubię winogrona. Szkoda, że już jej nie ma w sklepach.   
+ Zielona Goji & Żurawina (TeaValley) - całkiem smaczna, jak na torebkową tanioszkę, może dlatego, że lubię zarówno goji, jak i żurawinę.


Niesmaczne

- Zielona z pomelo i limonką (Big-Active) - bardzo lubię pomelo, kiedyś piłam herbatę z jego dodatkiem, była świetna, ale ta tutaj to nie byl najlepszy pomysł. Zbyt gorzka. Zresztą ostatnio nie przepadam za cytrusowymi smakami w herbacie.
- Biała rozkwitająca o smaku mango (Big-Active) - uh, nie. Utwierdzam się w przekonaniu, że nie znoszę smaku mango.

sobota, 4 maja 2013

Rankingu ciag dalszy

Liściaste
+ Sencha Hawaje (Five O'Clock) - sencha z pomarańczą, mango i płatkami chabru. Taki lekko cytrusowy (niczym grejpfrut) posmak.
+ Pina Colada - czarna herbata z ananasem, wiórkami kokosowymi, płatkami dzikiej róży, rodzynkami i hibiskusem.

Napary owocowe/ziołowe:
+ Everest Ayurveda Tulsi Tea - ciekawy smak, korzenny, ale zarazem słodkawy, bez goryczy.
Goji z ananasem (Five O'Clock) - nie jestem amatorem owocowych/ziołowych naparów, ale ten uwielbiam. <3 Jak pięknie pachnie! Orzeźwiający i intensywny smak, bynajmniej nie mający nic wspólnego z landrynką rozpuszczoną w wodzie. Skład: jagody goji, trawa cytrynowa, suszone jabłko, czerwony pieprz, kandyzowany ananas, listki eukaliptusa, jeżyny oraz płatki bławatka.

czwartek, 11 kwietnia 2013

O herbacie słów kilka

Herbatę, jak wiadomo, zaczęto pić w Chinach. Według legendy, gdy cesarz Shennong odpoczywał pod drzewem herbacianym do trzymanej przezeń czarki z wodą, spadł listek herbaty. Władcy tak posmakował ów napar, że odtąd zaczęto go przyrządzać.
Pierwsze wzmianki o tym napoju pochodzą z X stulecia p.n.e. Do Japonii herbatę przywiózł dopiero buddyjski mnich Dengyō Daishi w 803 r. n.e.

Herbatę dzielimy na kilka rodzajów w zależności od długości procesu fermentacji liści:
♥ czarna
♥ zielona
♥ turkusowa (oolong)
♥ czerwona (pu-erh)
♥ żółta (napój cesarski w Chinach)
♥ biała
W tym herbaty aromatyzowane = perfumowane, z dodatkami smakowymi

+ wszelakiej maści napary ziołowe i owocowe (jeśli ktoś nazwie je herbatą, będę gryźć!)
+ yerba mate - napar z liści ostrokrzewu paragwajskiego 


--------------------------------------------------------------------------------------------

 Teraz czas na mały ranking spróbowanych przeze mnie herbat:

The Best

"Mainstreamowe" marki (zwykle kupowane w torebkach, choć zdarza mi się też nabyć lisciaste):  
+ Dilmah -> Earl Grey, Lychee, Jasmine Green, Vanilla
+ Lipton -> White Tea Raspberry, Indian Chai
+ Ahmad -> Cinnamon
+ Twinnings -> Earl Grey Green Tea, Jasmine Green Tea, Indian Chai
+ Bio-Active -> zielona z owocem maliny

"Burżujskie":
+ Premier's Tea -> Earl Grey
+ Newby -> Oriental Sencha
+ Kusmi Tea -> Imperial Label

Liściaste (niezależne od producenta):
+ Mały Budda - sencha z kawałkami ananasa, papai, lukrecji i drzewa sandałowego
+ 8 Skarbów Shaolin - kocham <3, orientalna mieszanka 8 zielonych i białych herbat z dodatkiem ananasa, truskawki i słonecznika
+ Maharani <3 - mieszanka czarnej i zielonej herbaty z papają i ostem. Bardzo przyjemna w smaku, czuć nutę kwiatów i owoców.
+ Pai Mu Tan - biała herbata o kwiatowym posmaku. Delikatna, ale walory smakowe wyborne.
+ Bai Hao - oolong, słodkawy w smaku

+ Herbata Mnichów (bynajmniej nie chodzi o ziołowy napar, jaki można nabyć w polskich klasztorach) - od kilku miesięcy gości w mojej czarce jako jedna z ulubionych. Mogę ją pić kilka razy dziennie. Mieszanka zielonej i czarnej herbaty z posmakiem wanilli, jaśminu i bergamotki. Nasilniej czuć bergamotkę, stąd też ta herbata przywodzi na myśl Earl Grey.
+ Ya Bao Yesheng ("pączek, który jest skarbem") albo Sunjian Cha ("herbata z kiełków bambusa”) - zwana czasem białym pu-erhem. Rzadka herbata z pączków liści starych drzew rosnących dziko w Yunnanie. Wygląd tych pączków przypomina kiełki bambusa, stąd nazwa. Napar po zaparzeniu przypomina lekko żółtawą wodę, ale smak jest delikatny. Nieco sosnowy i lekko drzewny, choć imo ma zbyt małe walory smakowe, aby pić z zachwytem na co dzień. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś określił smak tej herbaty jako wywar z kory drzewa.

+ (Jade) Ti Guan Yin - "(Jadeitowa) Żelazna Bogini Miłosierdzia", uwielbiam brzmienie i znaczenie tej nazwy. <3 Jade TGY to bardziej wysublimowana wersja oolonga Ti Guan Yin, lekko sfermentowana. Smak hm... może niezbyt zadowalający europejskie podniebienie, ale na pewno ciekawy. Nuta oolonga + lekki posmak trawy i kwiatów. :P Nazwa herbaty wzięła się od opowieści, gdzie pewnym chińskim biednym chłopem zaopiekowała się Guanyin, Boddhisatwa Miłosierdzia, żeński aspekt Awalokiteśwary, w Japonii znana jako bogini Kannon.

Moją ulubioną czarną aromatyzowaną herbatą bez względu na markę, jest Earl Grey. Szkoda, że w zalezności od firmy, jej jakość i walory smakowe się różnią.

Zielska:
+ King's Crown -> Ayurvedischer Tee - mniam, ma taki słodki i korzenny posmak.