Zaniedbałam ostatnimi czasy bloga. Zbyt dużo się działo. ;)
Dziś z okazji 31 października planowałam wpis w klimacie Halloween - darzę ten zwyczaj dużą sympatią, mimo iż przyszedł on do nas z Zachodu. Niestety nie zdołałam dziś kupić dyni i zrobić lampionu (już dzieciakiem będąc o tym marzyłam i dotychczas to tylko sfera planów ;P).
Halloween spędziłam w pracy, a wieczorem uraczyłam się Amor Turco, przywiezioną w czerwcu tego roku z Andaluzji.
To herbata w sam raz na jesienne, ponure wieczory (już o 17 ciemno... to
bolesne!) - czarna z płatkami róży i, jak podejrzewam, korzennymi
dodatkami.
poniedziałek, 31 października 2016
sobota, 17 września 2016
Podpłomyk i masala chai
Dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami...
przygotowałam sobie obiad w takiej oto postaci:
Nieco w orientalnym stylu.
Podpłomyk, masala chai, marokańska szklaneczka, takiż lampion i książka z kultury islamu.
Przepyszne podpłomyki można zjeść na Festiwalu Słowian i Wikingów w Wolinie (Jomsborg-Weneta), który odbywa się co roku. Są smażone na ogniu, na płaskiej blasze i na świeżo smarowane wypełnieniem wedle uznania klienta. Do wyboru są twarożek z czosnkiem i ziołami, dżem i miód.
Ulubiłam sobie ziołowy serek, ma smak niepowtarzalny, tylko na Jomsborgu można go skosztować. Aż mi ślinka cieknie na wspomnienie tych podpłomyków! :)
Niestety moje podpłomyki nie umywają się do tych wolińskich. Smaczne są, ale to nie to samo.
Składniki "farszu" są następujące: ser biały z cebulą, świeżym imbirem, przyprawami (oregano, bazylia, sól, pieprz, przyprawy tajskie etc.).
Zaś chai masala, nie chwaląc się, wyszła mi smakowicie. Tak ostro-korzenna i tak słodka, jak lubię. :)
Szklaneczka niestety należy już do przeszłości, w trakcie mycia rozleciała mi się na kawałeczki. Szczęśliwie zdążyłam jej wcześniej zrobić zdjęcia pro memoria.
przygotowałam sobie obiad w takiej oto postaci:
Podpłomyk, masala chai, marokańska szklaneczka, takiż lampion i książka z kultury islamu.
Przepyszne podpłomyki można zjeść na Festiwalu Słowian i Wikingów w Wolinie (Jomsborg-Weneta), który odbywa się co roku. Są smażone na ogniu, na płaskiej blasze i na świeżo smarowane wypełnieniem wedle uznania klienta. Do wyboru są twarożek z czosnkiem i ziołami, dżem i miód.
Ulubiłam sobie ziołowy serek, ma smak niepowtarzalny, tylko na Jomsborgu można go skosztować. Aż mi ślinka cieknie na wspomnienie tych podpłomyków! :)
Niestety moje podpłomyki nie umywają się do tych wolińskich. Smaczne są, ale to nie to samo.
Składniki "farszu" są następujące: ser biały z cebulą, świeżym imbirem, przyprawami (oregano, bazylia, sól, pieprz, przyprawy tajskie etc.).
Zaś chai masala, nie chwaląc się, wyszła mi smakowicie. Tak ostro-korzenna i tak słodka, jak lubię. :)
Szklaneczka niestety należy już do przeszłości, w trakcie mycia rozleciała mi się na kawałeczki. Szczęśliwie zdążyłam jej wcześniej zrobić zdjęcia pro memoria.
sobota, 30 lipca 2016
Bai Ji Guan
Bai Ji Guan to kolejny rzadki oolong, którego proces obróbki jest wyjątkowo wymagający. Zalicza się do skalnych herbat turkusowych z gór Wuyi, jednak wyróżnia go ...albinoski kultywar. ;) Dlatego krzew tej herbaty jest tak kapryśny w utrzymaniu i produkcji. ;)
Pierwsza próba:
Zaparzyłam go w stylu gongfu cha w ok. 90 stopniach C - I parzenie - 35 sek., II - 50 sek., III - 2 min.
Wydaje mi się jednak, że podobnie jak w przypadku Dung Ting Hong Shui Lugu LGTTS i być może Lishan Gui Fei dłuższy czas parzenia - tj. ok 1-1,5 min. dałby lepszy rezultat.
Napar po tradycyjnym jest dość lekki, bardzo delikatny, wyczuwalna jest głównie prażona, orzechowa nuta z lekkim posmakiem słodyczy. Co jest o tyle zaskakujące, że ów oolong jest słabiej prażony.
Opisywanych na stronie Czarki smaku owoców tropikalnych nie wyczułam.
Smak Bai Ji Guan przypomina mi powyżej wspomnianą wersję Dung Tinga. Jest smaczny, ale mógłby być smaczniejszy. ;)
Została mi resztka próbki, przetestuję jeszcze raz.
Druga próba:
90 stopni C, I parzenie - 1,5 min., II - 2 min.
Smak jest bardziej wyrazisty - mocniej prażony, jednak słodycz ustąpiła miejsca dość silnej goryczce.
Napar jest smaczny, aczkolwiek gdyby nie było goryczki, byłoby lepiej. ;)
Stanowisko bojowe parzeniowe ;)
Liście przed parzeniem:
Po zaparzeniu:
I próba, I parzenie:
Książka w tle to Powieki Bodhidharmy Przemysława Trzeciaka, która czeka na przeczytanie od ładnych kilku lat. ;)
Nie mogło również zabraknąć dla dekoracji mojego ukochanego jadeitowego dysku bi, który poznaliście już w poprzednim poście. Dyski bi były popularne w starożytnych Chinach, miały znaczenie ceremonialne - były zarówno wyznacznikiem rangi społecznej, jak i też stosowano je w obrządku funeralnym, towarzyszyły zmarłym w zaświaty.
Najpierw pozbawione były ornamentacji, a później ozdabiano je najpierw prostymi geometrycznymi wzorami, a następnie wyszukanymi wizerunkami bóstw związanych z niebem. Mój dysk przedstawia feniksy (dość nietypowe, bo o dość smokowatych cielskach) w układzie antytetycznym. <3
II próba, I parzenie:
Liście przed parzeniem:
Po zaparzeniu:
I próba, I parzenie:
Książka w tle to Powieki Bodhidharmy Przemysława Trzeciaka, która czeka na przeczytanie od ładnych kilku lat. ;)
Nie mogło również zabraknąć dla dekoracji mojego ukochanego jadeitowego dysku bi, który poznaliście już w poprzednim poście. Dyski bi były popularne w starożytnych Chinach, miały znaczenie ceremonialne - były zarówno wyznacznikiem rangi społecznej, jak i też stosowano je w obrządku funeralnym, towarzyszyły zmarłym w zaświaty.
II próba, I parzenie:
Na koniec przykład prozy poetyckiej, który mnie zachwycił. Pochodzi z czytanego dziś przeze mnie tomiku Leopolda Staffa Fletnia chińska:
Do przyjaciela
By podziękować ci za zaznajomienie mnie z tym poematem Tsu-kia-lianga, posyłam ci kilka liści herbaty. Pochodzą one z drzewa rosnącego w klasztorze położonym na górze O-mei.
Jest to najsławniejsza herbata Cesarstwa, jak tyś jest jego najsławniejszym pisarzem. Postaraj się o niebieski wazon z Ni-hing. Napełnij go wodą ze śniegu zebranego o wschodzie słońca na wschodnim stoku góry Su-szan, postaw ten wazon na ogniu z gałązek klonowych rzuconych na stary mech, dopóki woda śmiać się nie zacznie. Wtedy wlej ją w czarkę huang-cz'a, włożywszy w nią kilka liści tej herbaty, przykryj czarkę kawałkiem białego jedwabiu tkanego w Hua-szan i czekaj, aż w pokoju twoim rozleje się woń równa tylko ogrodowi w Feng-lo. Podnieś czarkę do warg swoich i zamknij oczy. Będziesz w Raju.
(s. 65)By podziękować ci za zaznajomienie mnie z tym poematem Tsu-kia-lianga, posyłam ci kilka liści herbaty. Pochodzą one z drzewa rosnącego w klasztorze położonym na górze O-mei.
Jest to najsławniejsza herbata Cesarstwa, jak tyś jest jego najsławniejszym pisarzem. Postaraj się o niebieski wazon z Ni-hing. Napełnij go wodą ze śniegu zebranego o wschodzie słońca na wschodnim stoku góry Su-szan, postaw ten wazon na ogniu z gałązek klonowych rzuconych na stary mech, dopóki woda śmiać się nie zacznie. Wtedy wlej ją w czarkę huang-cz'a, włożywszy w nią kilka liści tej herbaty, przykryj czarkę kawałkiem białego jedwabiu tkanego w Hua-szan i czekaj, aż w pokoju twoim rozleje się woń równa tylko ogrodowi w Feng-lo. Podnieś czarkę do warg swoich i zamknij oczy. Będziesz w Raju.
Szkoda tylko, że Staff tłumaczył poezję chińską z francuskiego przekładu, a tłumaczenie tłumaczenia raczej od oryginału się oddala. :P Już nie mówiąc o tym, że oryginalne utwory były klasycznymi rymowanymi utworami poetyckimi.
Pomijając powyższe, klimat Staffowej prozy jest urzekający i idealnie wprowadza w herbaciany nastrój! :)
Przy okazji, szperając w internecie, zauważyłam, że już była dyskusja na temat tego wiersza na "Herbaciarzach" - tutaj.
Jak pisze Chacom, autorem pierwowzoru był Wan Tsi/Quang Tsi, żyjący w VIII w.
Etykiety:
Bai Ji Guan,
Chacom,
czarka,
Fletnia Chińska,
herbata turkusowa,
houhin,
Leopold Staff,
oolong,
Powieki Boddhidharmy,
Przemysław Trzeciak,
raj,
Wan Tsi,
Wuyi
środa, 27 lipca 2016
Oolongowe rarytasy
Dawno mnie tu nie było! :)
Czas przenieść się z Bliskiego Wschodu znów w rejon Dalekiego Orientu.
Jak zwykle, kolejna porcyjka oolongów. ;)
Wuliangshan Gaoshan Oolong
Mocno oksydowany oolong pochodzący ze zbiorów w Yunnanie z 2008 r.
Herbata godna polecenia dla wielbicieli mocno fermentowanych oolongów.
Na oko dałabym z 60-70 % oksydacji.
Rzeczywiście mocno wydajna herbata - wytrzymała 9 parzeń. :) Aczkolwiek ostatnie dwa były już "trawiaste". Barwa naparu, jak na fermentowany oolong przystało, żółtopomarańczowa.
Wyczuwalna jest w smaku silna nuta drzewna i prażona, a także niestety lekka goryczka.
Liście po zaparzeniu wydzielają ciekawy zapach - nie do końca prażony, jakby z nutą słodyczy.
I parzenie - 25 sek., II - 15 sek., III - 15 sek., IV - 20 sek. V - 30 sek.
Liście przed i po zaparzeniu:
Napar w czareczce:
Przy okazji pochwalę się ozdobioną przeze mnie czareczką:
Kaoribi Oolong
Bardzo nietypowa herbata turkusowa, bowiem pochodząca z ...Japonii!
A konkretnie z ogrodu Pana Shibamoto w Makinoharze (prefektura Shizuoka).
Taki japoński rodzynek, bowiem Japończycy specjalizują się głównie w herbatach zielonych, oolongi to u nich rzadkość.
Kolor naparu całkiem ładny - zielonożółty, z przewagą żółci.
Wystarczy wypić pierwszy łyk, aby wyczuć, że to japońska herbata. Smak bardzo...zielony. ;) Powiedziałabym, że na pograniczu słabo oksydowanych oolongów i herbat zielonych.
Wyczuwam też coś jakby lekki posmak słynnego umami. Na szczęście do gyokuro tej herbacie daleko. Całkiem smaczna. Najlepszy jest posmak, który zostaje na języku po jej skosztowaniu - miodowa słodycz.
Drugie parzenie niestety jest już niesmaczne - za zielone i trawiaste. ;)
I parzenie - 35 sek., II - 25 sek.
Liście przed i po zaparzeniu:
Napar w kolejnej czarce:
Czas przenieść się z Bliskiego Wschodu znów w rejon Dalekiego Orientu.
Jak zwykle, kolejna porcyjka oolongów. ;)
Wuliangshan Gaoshan Oolong
Mocno oksydowany oolong pochodzący ze zbiorów w Yunnanie z 2008 r.
Herbata godna polecenia dla wielbicieli mocno fermentowanych oolongów.
Na oko dałabym z 60-70 % oksydacji.
Rzeczywiście mocno wydajna herbata - wytrzymała 9 parzeń. :) Aczkolwiek ostatnie dwa były już "trawiaste". Barwa naparu, jak na fermentowany oolong przystało, żółtopomarańczowa.
Wyczuwalna jest w smaku silna nuta drzewna i prażona, a także niestety lekka goryczka.
Liście po zaparzeniu wydzielają ciekawy zapach - nie do końca prażony, jakby z nutą słodyczy.
I parzenie - 25 sek., II - 15 sek., III - 15 sek., IV - 20 sek. V - 30 sek.
Liście przed i po zaparzeniu:
Gaiwan, czareczka w towarzystwie jadeitowego dysku bi oraz książki traktującej o sztuce azjatyckiej:
Napar w czareczce:
Kaoribi Oolong
Bardzo nietypowa herbata turkusowa, bowiem pochodząca z ...Japonii!
A konkretnie z ogrodu Pana Shibamoto w Makinoharze (prefektura Shizuoka).
Taki japoński rodzynek, bowiem Japończycy specjalizują się głównie w herbatach zielonych, oolongi to u nich rzadkość.
Kolor naparu całkiem ładny - zielonożółty, z przewagą żółci.
Wystarczy wypić pierwszy łyk, aby wyczuć, że to japońska herbata. Smak bardzo...zielony. ;) Powiedziałabym, że na pograniczu słabo oksydowanych oolongów i herbat zielonych.
Drugie parzenie niestety jest już niesmaczne - za zielone i trawiaste. ;)
I parzenie - 35 sek., II - 25 sek.
Liście przed i po zaparzeniu:
Napar w kolejnej czarce:
Etykiety:
chapan,
czarka,
gaiwan,
herbata turkusowa,
Kaoribi Oolong,
Makinohara,
oolong,
Orient,
Shibamoto,
Shizuoka,
turkusowa,
Wuliangshan Gaoshan Oolong
piątek, 17 czerwca 2016
Paraíso del té
W Polsce można napotkać wiele herbacianych zakątków, inspirowanych "drogą herbaty" z Chin, Japonii i szeroko pojętego Dalekiego Orientu.
Rzadko natomiast spotyka się klimaty Bliskiego Wschodu.
Dlatego po raz kolejny chciałabym się z Wami podzielić pięknymi wspomnieniami i osobistymi wrażeniami z innego herbacianego świata, jeszcze europejskiego, ale ze względu na swoją przeszłość mocno przesyconego kulturą islamu.
Gdy myślę o Andaluzji, w moim umyśle zarysowuje się natychmiast kilka skojarzeń: głęboki lazur nieba; nasycony i gwieździsty lapis lazuli (majorell); mieniące się blaskiem złoto; wyrazisty żółcień i oranż murów pradawnych budowli Maurów; jaskrawa biel urokliwych miasteczek; misterne i wysublimowane ornamenty sztuki mauretańskiej, mozarabskiej i w stylu mudéjar; a wreszcie niesamowicie wonna herbata, głównie czarna i zielona.
Oto przed Wami TasMahal (Taj Mahal) z jednej z herbaciarni w Maladze. Przepyszna herbata z mlekiem w marokańskim czajniczku i takiejż szklaneczce na stoliczku zdobnym arabskimi ornamentami.
To czarna herbata z bergamotką, różą, kwiatami pomarańczy, cynamonem i wanilią. Pychota!
Zwykle piję herbatę bez cukru, jednak tutaj ten dodatek znakomicie dopełnia smak.
Normalnie w tym lokalu nie sprzedaje się herbat, ale udało mi się kupić jej próbkę posługując się dziwaczną mieszanką angielskich, hiszpańskich słów i języka gestów (sympatyczny pan zapytał mnie, czy znam hiszpański, bo on angielski nie bardzo, więc trzeba było sobie radzić bez tego).
Mogłam więc wypróbować tę herbatę w dwóch odsłonach: mlecznej i bezmlecznej.
Mogę powiedzieć jedno - andaluzyjscy spece od herbaty wiedzą, co robią! Ten napar urzekający w połączeniu z mlekiem i cukrem, w wersji samotnej już nie był tak smaczny - przede wszystkim uderzała w nim kwaskowa nuta hibiskusa, której nie lubię. Zaskakujące, gdyż hibiskusa w składzie herbaty nie ma.
Na szczęście ta sama herbata z mlekiem i cukrem zachowała swój andaluzyjski smak. :)
I na koniec, jedna z moich ulubionych piosenek o pięknym tytule - Ensueño w wydaniu nieśmiertelnego duetu - Freddie'go Mercury'ego i Montserrat Caballé.
To jedyny utwór, w którym Freddie zaśpiewał barytonem (nie swoim zwyczajnym tenorem), i to po hiszpańsku.
Rzadko natomiast spotyka się klimaty Bliskiego Wschodu.
Dlatego po raz kolejny chciałabym się z Wami podzielić pięknymi wspomnieniami i osobistymi wrażeniami z innego herbacianego świata, jeszcze europejskiego, ale ze względu na swoją przeszłość mocno przesyconego kulturą islamu.
Gdy myślę o Andaluzji, w moim umyśle zarysowuje się natychmiast kilka skojarzeń: głęboki lazur nieba; nasycony i gwieździsty lapis lazuli (majorell); mieniące się blaskiem złoto; wyrazisty żółcień i oranż murów pradawnych budowli Maurów; jaskrawa biel urokliwych miasteczek; misterne i wysublimowane ornamenty sztuki mauretańskiej, mozarabskiej i w stylu mudéjar; a wreszcie niesamowicie wonna herbata, głównie czarna i zielona.
Oto przed Wami TasMahal (Taj Mahal) z jednej z herbaciarni w Maladze. Przepyszna herbata z mlekiem w marokańskim czajniczku i takiejż szklaneczce na stoliczku zdobnym arabskimi ornamentami.
To czarna herbata z bergamotką, różą, kwiatami pomarańczy, cynamonem i wanilią. Pychota!
Zwykle piję herbatę bez cukru, jednak tutaj ten dodatek znakomicie dopełnia smak.
Kolejna pyszność hebraciana to Amor Brujo, miłość zakazana, zaklęta, magiczna i czarnoksięska. :)
Herbata czarna z kardamonem, goździkami, cynamonem, wanilią, różnymi owocami i kwiatami pomarańczy. Również podawana była z mlekiem i cukrem.
Smak istotnie niepokojący - wyczuwalna była nuta cokolwiek nietypowa, niby ziołowa, a nie do końca, intrygująca. Przyznam, że nie wiem, który składnik odpowiada za ten odcień smaku, gdyż nie przypomina mi on żadnego z nich.
Do kompletu zjadłam pyszną bakławę (a przynajmniej podejrzewam, że to ona, ciastko nie było opisane w menu ;)).Mogłam więc wypróbować tę herbatę w dwóch odsłonach: mlecznej i bezmlecznej.
Oto kawałek mojej domowej Andaluzji. Amor Brujo zaparzona przeze mnie:
Na szczęście ta sama herbata z mlekiem i cukrem zachowała swój andaluzyjski smak. :)
To jedyny utwór, w którym Freddie zaśpiewał barytonem (nie swoim zwyczajnym tenorem), i to po hiszpańsku.
Etykiety:
Amor Brujo,
Andaluzja,
arabski,
baklava,
bakława,
czajniczek,
czarna,
herbata,
Malaga,
Maroko,
mleko,
Taj Mahal,
Tas Mahal,
té,
teteria
czwartek, 26 maja 2016
Lista herbat i eventów herbacianych
Już od dawna planowałam taki wpis.
Nie wiem tylko, jak poniższą listę lub odsyłacz do tego wpisu umieścić na stronie głównej bloga albo poniżej zakładki "o mnie".
Edit: dzięki pomocy Łukasza udało się umieścić ją na szablonie bloga. Łukaszu, dzięki jeszcze raz! :)
Klik na nazwę herbaty lub eventu powinien odsyłać do konkretnego postu na blogu. Kursywą są opatrzone herbaty, których kosztowałam, ale nie doczekały się wpisu na blogu.
***
HERBATY
Oolongi / herbaty turkusowe:
Herbaty czarne:
Herbaty zielone:
Herbaty białe:
Herbaty żółte:
Mieszanki herbat:
Zioła:
HERBACIANE EVENTY - RELACJE
LITERATURA HERBACIANA
CERAMIKA HERBACIANA
Edit: dzięki pomocy Łukasza udało się umieścić ją na szablonie bloga. Łukaszu, dzięki jeszcze raz! :)
Klik na nazwę herbaty lub eventu powinien odsyłać do konkretnego postu na blogu. Kursywą są opatrzone herbaty, których kosztowałam, ale nie doczekały się wpisu na blogu.
***
HERBATY
Oolongi / herbaty turkusowe:
- Bai Hao / Dongfang Meiren / Oriental Taiwan Beauty (3 wpisy: klik na Bai Hao odsyła do 1, Dongfang Meiren do 2, a Oriental Beauty do 3)
- Bai Ji Guan
- China Wuyi Oolong (2 wpisy: 1 tutaj)
- Da Hong Pao (2 wpisy: 1 tutaj)
- Dung Ting Hong Shui Lugu LGTTS (2 wpisy: 1 tutaj)
- Formosa Mountain Hong Shui / Czerwona Woda
- Hawaii Kīlauea Mountain Oolong (2 wpisy: 2 tutaj)
- Huang Jin Gui (2 wpisy: 1 tutaj)
- Jade Formosa Oolong
- Kaoribi Oolong
- Lishan Gui Fei
- Lishan Tie Guan Yin
- Mi Lan Xiang Dan Cong
- Phoenix Dan Cong Huang Zhi Xiang
- Rou Gui Wu Yi Yan Cha (2 wpisy: 1 tutaj)
- Shui Xian
- Tie Guan Yin (2 wpisy: 1 tutaj)
- Skrzydła Motyla
- Thailand Jing Shuan Oolong / Jin Xuan
- Wuliangshang Gaoshan Oolong
Herbaty czarne:
- Amor Brujo
- Amor Turco
- Arabia (Five o'clock)
- Black Chilli Chocolate (Richmont Tea)
- Cinnamon (Ahmad)
- Czarna gunpowder z porzeczką i żeń-szeniem (Five o'clock)
- Darjeeling Namring
- Earl Grey (Dilmah)
- Earl Grey (Premier's Tea)
- Earl Grey (Tetley)
- Earl Grey z sokiem malinowym, cytryną i przyprawami korzennymi (własnej roboty)
- Earl Grey Róża-Cytryna
- Earl Grey Rose
- Easter Cheer (Greenfield)
- El sueño del califa
- Herbata po jugosłowiańsku
- Indian Chai (Lipton)
- Indian Chai (Twinnings)
- Kokosowo-truflowa
- Lapsang Souchong (Newby)
- Lapsang Souchong
- Lychee (Dilmah)
- Marrakech con leche
- Masala Chai (własnej roboty) (2 wpisy: 1 tutaj)
- Pina Colada
- Prince Vladimir (Kusmi Tea)
- Spring Melody (Greenfield Tea)
- TasMahal (Taj Mahal)
- Té Pakistani
- The Earl of Harlem (Ambessa)
- Vanilla (Dilmah)
- Vanilla
- Vento d'Autunno (Blend Tea)
- Wspomnienia z Bombaju
- Wspomnienia z Omdurmanu
- Wspomnienia z Jerozolimy
- Yunnan
- Zhen Shan Xiao Zhong 2018
- Złota latarnia
- Żar Pustyni
Herbaty zielone:
- Anielskie Łąki
- Che Nhai Jasmine
- Cuentos de la Alhambra
- Earl Grey Green Tea (Twinnings)
- Fog Green Tea
- Genmaicha
- Genmaicha Iri Matcha
- Grüner Tee - Marokkanische Minze (King's Crown)
- Gunpowder czarna porzeczka z żeńszeniem
- Gyokuro
- Hojicha 2 wpisy: 1 tutaj)
- Imperial Label (Kusmi Tea)
- Japoński Rarytas
- Jasmine Green (Dilmah)
- Jasmine Green Tea (Twinnings)
- Mały Budda
- Marokańska (z miętą)
- Organic Bangkok (Harney & Sons)
- Pocałunek Lata
- Pi Lo Chun / Bi Lo Chun
- Sencha Drzewo Sandałowe
- Sencha Exotic (Five o'clock)
- Sencha Hawaje (Five o'clock)
- Sencha Kaktusowa
- Oriental Sencha (Newby)
- Sejak
- Zielona Goji & Żurawina (TeaValley)
- Zielona z lawendą morską
- Zielona z maliną i marakują (Big-Active)
- Zielona z pomelo i limonką (Big-Active)
- Xin Yang Mao Jian
Herbaty białe:
- Anielskie Łąki
- Biała rozkwitająca o smaku winogron (Big-Active)
- Biała rozkwitająca o smaku mango (Big-Active)
- Biały Anioł
- China Snow Buds
- Laponia (Five O'clock)
- Lychee Flower Ball
- Pai Mu Tan / Bai Mu Dan (3 wpisy: 1 tutaj, 2 tutaj)
- Ya Bao Yesheng / Sunjian Cha
- White Tea Raspberry (Lipton)
- Wschodzące Słońce
Herbaty żółte:
- Meng Ding Huang Ya
- Ding Gu Da Fang
Mieszanki herbat:
- Embrujo de Granada (czarna i rooibos)
- Herbata Mnichów (czarna i zielona) 2 wpisy: 1 tutaj
- Las Mil y una Noches (czarna i zielona)
- Maharani (czarna i zielona) 2 wpisy: 1 tutaj
- Medina Azahara (czarna i zielona)
- Vesper (czarna i biała)
- Osiem Skarbów Shaolin (biała i zielona)
- Róża Abisynii (biała i zielona)
- Siedem Zielonych Skarbów (biała i zielona)
- Źródło Mądrości (biała i zielona)
Zioła:
- Ayurvedischer Tee (King's Crown)
- Butterfly Pea Tea
- Creamy Rooibos (Greenfield Tea)
- Esplendor Al-Andalus
- Everest Ayurveda Tulsi Tea
- Gewürztee Chai Classic (King's Crown)
- Goji z ananasem (Five o'clock)
- Honeybush z truskawką
- Kudin / Kuding
- Napar z brzozy
- Rooibos Sunrise (Richmont Tea)
- Rooitea Red Chilli
HERBACIANE EVENTY - RELACJE
- Tea Masters Cup Poland oraz Targi Kawy i Herbaty - Kraków 2016
- Święto herbaty - Svatek Caje - Cieszyn 2015
- Święto Herbaty - Szolka Tyju - Bytom 2014
LITERATURA HERBACIANA
CERAMIKA HERBACIANA
- Kintsugi i jego podróbka mojego autorstwa
- Własnoręcznie ozdobiona czarka
- Houhin
- Utensylia herbaciane
piątek, 20 maja 2016
Targi Tea & Coffee World Cup Kraków 2016
Targi Herbaty i Kawy, połączone z turniejem Tea Masters Cup Poland odbyły się po raz pierwszy w Krakowie w dniach 10-12 maja 2016.
Więcej informacji o grafiku imprezy można znaleźć na stronach oficjalnych: https://www.facebook.com/groups/teamastersclub/ https://www.facebook.com/events/204107396640081/
A teraz czas na prywatne refleksje.
Ze względu na niewiele czasu, mogłam się pojawić jedynie na chwilę po południu 10 maja.
Miałam jednak szczęście, gdyż załapałam się na parzenie herbat w wydaniu Yury'ego Podusova, na czym mi szczególnie zależało.
Yury, szczególnie na plakacie promocyjnym, wizualnie skojarzył mi się z Ragnarem z serialu "Wikingów". Mam nadzieję, że nie obraziłby się za takowe skojarzenie. :)
Jego technika parzenia zwie się Wolverine.
Istotnie odprawiał jakoweś czary nad swoimi, kunsztownymi zresztą, utensyliami. Jego gesty dłońmi przypominały taniec. :)
Miałam okazję spróbować zaparzonego przez niego oolonga. Miał kolor miodowy i smak bardzo delikatny, lekko kwiatowy. Niestety nie znam nazwy (nie załapałam się na początek, gdy herbata była prezentowana), ale mógł to być Tie Guan Yin.
Cieszę się, że mogłam zobaczyć zaparzanie w wydaniu Yury'ego Podusova. A także obejrzeć ofertę wystawców z całego świata - Chiny, Wietnam, Niemcy, Ukraina, Polska etc., jednak same Targi mnie trochę rozczarowały.
Być może dlatego, że spodziewałam się większych fajerwerków - szerszej oferty herbacianej - zarówno herbat, jak i ceramicznych utensyliów (kawy nie oceniam, bo bardzo rzadko piję ten napój). Szczególnie, że wstęp na Targi do najtańszych nie należał. Ponadto przyszłam na Targi już po zakończeniu większości atrakcji dnia.
Szkoda również, że Expo (we wnętrzu którego mieścił się TMC Poland) położone jest niemal na totalnym zadupiu. Jeżeli ktoś, tak jak ja, nie dysponuje własnym samochodem, to dojazd ma średnio komfortowy.
Od przystanku autobusowego trzeba iść spory kawałek drogi, w dodatku po drodze albo puste pola, albo plac budowy i zero żywego ducha, nie licząc mijanych po drodze kilku osób (zapewne bywalców Targów).
Widok na Targi od wejścia:
Yury Podusov w trakcie parzenia:
"Pawilon Chiński":
Uroczy zestaw ceramiki z glinki przy stoisku wystawców z Wietnamu:
Interesujące opakowania na herbatę lub kawę:
Orientalny stolik z dekoracją w postaci tykwy (szalenie mi się spodobał!):
Więcej informacji o grafiku imprezy można znaleźć na stronach oficjalnych: https://www.facebook.com/groups/teamastersclub/ https://www.facebook.com/events/204107396640081/
A teraz czas na prywatne refleksje.
Ze względu na niewiele czasu, mogłam się pojawić jedynie na chwilę po południu 10 maja.
Miałam jednak szczęście, gdyż załapałam się na parzenie herbat w wydaniu Yury'ego Podusova, na czym mi szczególnie zależało.
Yury, szczególnie na plakacie promocyjnym, wizualnie skojarzył mi się z Ragnarem z serialu "Wikingów". Mam nadzieję, że nie obraziłby się za takowe skojarzenie. :)
Jego technika parzenia zwie się Wolverine.
Istotnie odprawiał jakoweś czary nad swoimi, kunsztownymi zresztą, utensyliami. Jego gesty dłońmi przypominały taniec. :)
Miałam okazję spróbować zaparzonego przez niego oolonga. Miał kolor miodowy i smak bardzo delikatny, lekko kwiatowy. Niestety nie znam nazwy (nie załapałam się na początek, gdy herbata była prezentowana), ale mógł to być Tie Guan Yin.
Cieszę się, że mogłam zobaczyć zaparzanie w wydaniu Yury'ego Podusova. A także obejrzeć ofertę wystawców z całego świata - Chiny, Wietnam, Niemcy, Ukraina, Polska etc., jednak same Targi mnie trochę rozczarowały.
Być może dlatego, że spodziewałam się większych fajerwerków - szerszej oferty herbacianej - zarówno herbat, jak i ceramicznych utensyliów (kawy nie oceniam, bo bardzo rzadko piję ten napój). Szczególnie, że wstęp na Targi do najtańszych nie należał. Ponadto przyszłam na Targi już po zakończeniu większości atrakcji dnia.
Szkoda również, że Expo (we wnętrzu którego mieścił się TMC Poland) położone jest niemal na totalnym zadupiu. Jeżeli ktoś, tak jak ja, nie dysponuje własnym samochodem, to dojazd ma średnio komfortowy.
Od przystanku autobusowego trzeba iść spory kawałek drogi, w dodatku po drodze albo puste pola, albo plac budowy i zero żywego ducha, nie licząc mijanych po drodze kilku osób (zapewne bywalców Targów).
Widok na Targi od wejścia:
Yury Podusov w trakcie parzenia:
"Pawilon Chiński":
Uroczy zestaw ceramiki z glinki przy stoisku wystawców z Wietnamu:
Interesujące opakowania na herbatę lub kawę:
Orientalny stolik z dekoracją w postaci tykwy (szalenie mi się spodobał!):
Etykiety:
Chiny,
Expo,
Kraków,
oolong,
Poland,
Targi Kawy i Herbaty,
Tea Masters Cup,
Tie Guan Yin,
TMC Poland,
TMC Polska,
Wietnam,
Wolverine,
Yury Podusov
Subskrybuj:
Posty (Atom)


