czwartek, 15 października 2015

Cacuszko

Tym razem przedstawiam przywiezione z zagranicznego wyjazdu nowe Cacuszko (przez duże C!) do kolekcji, zakupione w ichniejszej herbaciarni.

To chińskie naczyńko wykonane z glinki yixing, będące czymś pośrednim pomiędzy gaiwanem a houhinem. Ujęło mnie od pierwszego wejrzenia!
Nie mogłam się mu oprzeć, stało na stoliku, roztaczało przede mną swoje wdzięki i prosiło oczkami kota ze Shreka, aby je przygarnąć.
Bardzo wygodne w użyciu i co najważniejsze - nie ślini się wcale! Hurrra!
To nie takie częste, 2 spośród 3 moich czajniczków yixing mają słabo wyprofilowane dzióbki i przy nalewaniu herbaty nie da się uniknąć jej rozlania.
Czasem chapan byłby naprawdę przydatny, jednak na razie go nie mam.
Cacuszko liczy sobie 160 ml pojemności.

Obok Cacuszka  stoi chińska czareczka, którą dostałam na imieniny od Rodziców, a w niej tradycyjnie, cieszyński Da Hong Pao.
Na stole nie mogło także zabraknąć książki. :)

wtorek, 13 października 2015

Kintsugi

Dawno się tu nie odzywałam, ale nawał obowiązków i ciągle picie herbaty w wersji torebkowej nie sprzyja wenie herbacianej. :P

Oto czarka, kupiona wraz z shiboridashi w Cieszynie, która niestety nie przetrwała Święta Herbaty.

Tak wyglądała przed sklejeniem:


 Tutaj już po, w trakcie wysychania kleju:


Postanowiłam skorzystać z okazji i wykonać podróbkę techniki kintsugi.

Kinstugi - 金継ぎoznacza "złote łączenie" (funkcjonuje także pod nazwą kintsukuroi 金繕い - "naprawa złotem"). To fascynująca, tradycyjna japońska technika naprawy zniszczonej i stłuczonej ceramiki za pomocą laki zmieszanej z drobinkami złota lub innych metali (np. miedzi). Najpierw wygładza się krawędzie pękniętych fragmentów naczynia, a potem scala je przy użyciu laki, która tworzy "oprawę" wokół fragmentów ceramiki podobnie jak ołów w przypadku dawnych witraży.

Technika kinstugi jest właściwie równoważna ze sztuką i znakomicie wpisuje się w myśl japońskiej estetyki, według której niedoskonałość, asymetria i wręcz brzydota jest postrzegana jako piękno. Mowa o wabi-sabi, którą można określić zachodnim terminem "estetyka brzydoty i niedoskonałości".
 Istotą kintsugi jest założenie, że przedmiot naprawiony może być doskonalszy i piękniejszy od nietkniętego ze względu na swoją unikatowość i "duszę".

Niestety laki z domieszką złota nie miałam pod ręką (czy ona w ogóle jest dostępna w Polsce?), więc wykorzystałam złotą farbę do ceramiki. Jest to oszukaństwo i niespecjalnie ładnie wygląda (farba nie pokryje śladów złączeń i ubytków) , ale przynajmniej mogę się chlubić, że mam podróbę kintsugi. ;P







niedziela, 2 sierpnia 2015

Da Hong Pao z Cieszyna

... a ściślej ze Słowacji. ;)
Wspominałam w swoim wcześniejszym poście (link) o pokazie ceremonii herbacianej i degustacji oolongów (i nie tylko, zielonych herbat też) w wykonaniu Pana Michala Bútora. Gospodarz nie tylko serwował oologi, ale także je prażył. Zapach świeżo prażonej herbaty wydobywający się z bambusowego "kotła do prażenia" był obłędny! Smak również świetny. :)
Jako wielbicielka mocniejszych oolongów, oczywiście nie mogłam opuścić Cieszyna bez stosownej pamiątki. Zakupiłam torebeczkę z prażonym przez ok. 3 h oolongiem Da Hong Pao. Domowe parzenie poniżej. Mniam.


U Pana Michala można było także kupić kadzidełka z drzewa agar, na które od dawna miałam chętkę (cenię ten zapach, gdyż mam perfumy z tym dodatkiem, które uwielbiam), jednak cena mnie cokolwiek odstraszyła.

wtorek, 7 lipca 2015

Liu Bao Three Cranes

Zaparzyłam herbatę Liu Bao (Pao) z chińskiej prowincji Guan Xi, prasowaną i formowaną w charakterystyczny placek lub "gniazdo". Zwie się ją inaczej "Three Cranes" - "Trzy Żurawie", które ładnie widać na opakowaniu.
To herbata, niełatwa do klasyfikacji, pośrednia między oolongiem a pu-erhem. Z jednej strony, częściowo oksydowana, z drugiej prasowana i "leżakowana" przez jakiś czas.
Miałam więc nadzieję, że będzie bardziej smakować jak oolong, bez posmaku charakterystycznego dla pu-erhów (tak zresztą sugerowały opinie na jej temat w sieci). Niestety się przeliczyłam. Smak mi nie odpowiada - ziemisty i drzewny, w złym tego słowa znaczeniu. Oczywiście, nie jest to poziom klasycznych ciemnych pu-erhów, jednak wystarczy, żeby mnie zniechęcić.
Słodyczy też tutaj nie dostrzegłam. Słowem, herbata raczej nie dla mnie.



Jeszcze a propos pu-erhów, Chińczycy opanowali niemal do perfekcji sztukę reliefu w kształcie dysków, niezależnie od materiłu.
Oto misternie wyrzeźbiony dysk ze sprasowanej herbaty pu-erh. :)

Źródło: Colorful Yunnan

Niemal bliźniaczo podobny do mojego dysku z jadeitu. ;)


poniedziałek, 6 lipca 2015

Swieto herbaty - Svatek Caje - Cieszyn 2015

Po zeszłorocznej nauczce tym razem nie przegapiłam Święta Herbaty, odbywającego się co roku w Cieszynie (Link). 
Uczta dla zmysłów i podniebienia! :)
Oferta Organizatorów była różnorodna: warsztaty (np. kaligrafii tybetańskiej, niestety przełożone na niedzielę - w związku z czym nie dane mi było uczestniczyć), wykłady (np. o herbacie w Azji), degustacje (np. nieprażonych i prażonych oolongów prowadzone przez Pana Michala Bútora), jadło i napitki (vege, falafel i słodkie wypieki z herbaty), koncerty (np.marokańskiego zespołu Chigaga Group) oraz przede wszystkim śliczna ceramika herbaciana, wystawiona na stoiskach! :)


Czajniczki, shiboridashi, czareczki i inne cacuszka cieszące oko:

 


Pan Michal Bútor w akcji parzenia oolongów:


 Pai Mu Tan z limonką i lodem + pyszne ciastko z matchy:


 Rawzinka z warzywami i pieczarkami, mniam! 

 

Z racji zainteresowań i wykształcenia obowiązkowo musiałam także zwiedzić rotundę św. Mikołaja w Cieszynie. Na szczęście drzwi były otwarte, więc sobie pomyszkowałam. ;) Niestety ze względu na mikroskopijne rozmiary rotundy nie dało się ująć obiektywie całości słynnej empory, a na ołtarz wchodzić nie chciałam.
Empora rotundy św. Mikołaja w Cieszynie:


 Widok na ul. Głęboką od strony wzgórza zamkowego w Cieszynie:


Rynek, w zasadzie ryneczek w Cieszynie i nieodłączne gołąbki! :P











środa, 1 lipca 2015

Qing Feng Xiang Yun

Od czasu, gdy w celach zdrowotnych i dietetycznych usiłowałam pić typowe ciemne i ziemiste pu-erhy, nie tykałam tego gatunku herbaty.
Paskudztwo i tyle.

Niedawno postanowiłam zmienić swoje nastawienie i skusiłam się na pu-erh, tym razem zielony jaśminowy o nazwie Qing Feng Xiang Yun (普茶花韵). Kupiłam niewielką próbkę z rok temu (jak nie więcej) i wreszcie się doczekała swoich 5 minut.
Zaparzyłam tę herbatę zgodnie z wytycznymi odnośnie pu-erhów: w temperaturze ok. 96 stopni. 2 parzenia po 20-30 sek. pełnią rolę "czarkomyjek" i "uwalniaczy walorów herbaty". Dopiero 3, również 30-sekundowe, służy do picia.



 
Wrażenia?
Zgodnie ze swoją nazwą, ta herbata nie smakuje jak typowy pu-erh, goryczki i ziemistości brak. Hurra! Przyrównać ją można raczej do zielonej herbaty. Różni ją jednak zdecydowanie większa słodycz i brak gorzkiego "trawiastego" posmaku. Za to herbata zyskuje duży plusik ode mnie.
Niestety jest niezbyt intensywna w smaku i barwie.

Nie jestem przekonana odnośnie metody picia dopiero 3 naparu.
Po pierwsze, to marnotrawstwo herbaty i wody, po drugie, zwykle w herbatach najbardziej cenię 1 napar. Kolejne, wbrew ogólnym opiniom, są według mnie znacznie gorsze i mniej intensywne.
1 parzenie Qing Feng Xiang Yun pachniało przepięknie jaśminem, 2 nieco mniej, a 3 wcale.
A podobno listki herbaty mają się budzić po 2 parzeniach?
Przezornie zostawiłam 2 napar w czarce dla porównania i do wypicia. Był znacznie bardziej intensywny niż 3, zaś 3 bardziej słodki.

Albo ze mną coś jest nie tak i nie umiem parzyć herbat albo ta metoda parzenia niekoniecznie się sprawdza. Możliwe, że przesadziłam z ilością wody na ilość herbaty - próbka była naprawdę mikroskopijna (ok. 2 g na 100 ml). Spotkałam się z różnymi opiniami - jedni twierdzą, że pu-erhy należy parzyć 1 g na 100 ml, inni twierdzą, że w stylu gongfu cha tj. 5-7 g...

sobota, 6 czerwca 2015

Czarka herbaciana u boku Afrodyty

Tematyka egzaminu sprzed 5 dni (wywołał u mnie uczucie deja vu, gdyż odbywał się w moim macierzystym Instytucie po kilkuletniej przerwie)  natchnęła mnie do napisania tego posta (zbliżonego zresztą do tej notatki):

Czy starożytni Rzymianie mogli znać herbatę? Nigdzie w literaturze nie natknęłam się na tę informację.
Aleksander Wielki dotarł aż do Indii, a niektórzy jego rzymscy spadkobiercy, walczący z Partami i Persami o ziemie azjatyckie, ulegali wpływom Wschodu (np. Marek Antoniusz, podejrzewany wraz z Kleopatrą o chętkę na utworzenie sobie państwa w Egipcie i Azji Mniejszej).
 Jest jednak jeden szkopuł - nie wiadomo, czy mieszkańcy Półwyspu Indyjskiego zdążyli już wtedy przejąć ten napój bogów od Chińczyków. Możliwe, że jeszcze nie, skoro w Tybecie herbata pojawiła się dopiero w VII w. n.e.

Poniżej czarka herbaty szkliwiona na ciemno i chropowato, z wyjątkiem mozaikowego trójkącika. Całość przypomina mi grecko-rzymskie mozaiki, dlatego wkomponowałam ją w towarzystwo replik Wenus z Milo, rzymskich monet (Cezara, Augusta i Klaudiusza) i mozaiki z Mauzoleum Galli Placydii w Rawennie. ;)
Znów część przedmiotów sprzed lat się przydało jako rekwizyty.



Dla dopełnienia całości, hipodrom w Konstantynopolu, w którym cesarze rzymscy, począwszy od Konstantyna I Wielkiego, umieszczali posągi i obeliski "zrabowane" z innych rejonów Imperium:

Źródło: tutaj