Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japonia. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2016

Domowa Sushi-arnia z dodatkiem senchy

Dawno nie publikowałam czegoś stricte japońskiego na blogu. :)

Kultura, sztuka, filozofia i kuchnia japońska fascynują mnie od dawna.

Sushi jadłam już kilkakrotnie, tym razem postanowiłam zrobić samodzielnie futomaki.
Na składniki wnętrza wybrałam wędzonego łososia (lepiej nie ryzykować otrucia się surową rybą ;)), liście sałaty zielonej oraz tykwę marynowaną w sosie sojowym (kanpyō).

Oto moje futomaki w towarzystwie sosu sojowego, chrzanu wasabi i imbiru marynowanego:


Nie chwaląc się, jestem zadowolona z efektu i smaku. :)
Spodziewałam się, że wykonanie rolek będzie znacznie trudniejsze. Wbrew pozorom najbardziej upierdliwe było przygotowanie ryżu do sushi. Płukanie go x razy, gotowanie i ostudzanie.
Podobno sushi w wydaniu wytrawnego specjalisty nie powinno mieć fragmentu płata alg wewnątrz ryżu. Moje rolki niestety mają, jednak nie narzekam, skoro to pierwszy raz.

Zjadłam całość prawie sama. Moi Domownicy, z jednym chlubnym Wyjątkiem, nie tknęli tego "świństwa" (bo glony i tykwa, która wygląda jak ...). :P

I kolejne jadło, tym razem onigiri wegetariańskie. Kupione, mojego autorstwa jest jedynie kompozycja rekwizytów. Towarzyszy mu sencha w czareczce (z moich domowych zapasów). Przypomniałam sobie, że japońskie zielone herbaty to nie to, co kotki lubią najbardziej. ;)


środa, 18 listopada 2015

Gyokuro

Po kilku latach przerwy zaparzyłam wczoraj Gyokuro.
Muszę ją wreszcie zużyć, już zbyt długo mi zalega na półce. ;)

Jak większość z Was wie, Gyokuro czyli Drogocenna Rosa, to jedna z cenniejszych (o ile nie najcenniejsza) japońskich zielonych herbat, bardzo poważanych przez koneserów.
Parzy się ją w ok. 60 stopniach Celsjusza i zwykle stosuje się zwiększoną proporcję liści wobec wody niż w przypadku innych herbat.
Istotnym elementem wyróżniającym Gyokuro jest umami - piąty smak.

O ile dobrze pamiętam, 1 raz zaparzyłam Gyokuro z większą zawartością suszu, zgodnie z wytycznymi, wczoraj natomiast zastosowałam proporcję 1 łyżeczka herbaty na 200 ml.

Już kolor, w porównaniu do parzeń wykonanych dawno temu, był inny - nie jaskrawozielony (typowy dla tej herbaty), lecz jasnozielony, co widać na zdjęciu.

Z pewną dozą nieufności zaczerpnęłam pierwszy łyk... o ile z początku smak był nawet znośny, to potem na końcu języka pojawiła się owa koszmarna w moim odczuciu nuta. Określam ją jako szpinakowo-rybną i jeszcze pełną goryczki. To jest, jak przypuszczam, umami, ów piąty smak. :P  Widocznie moje zwyczajne podniebienie nie dorosło do tej herbaty. :P

wtorek, 13 października 2015

Kintsugi

Dawno się tu nie odzywałam, ale nawał obowiązków i ciągle picie herbaty w wersji torebkowej nie sprzyja wenie herbacianej. :P

Oto czarka, kupiona wraz z shiboridashi w Cieszynie, która niestety nie przetrwała Święta Herbaty.

Tak wyglądała przed sklejeniem:


 Tutaj już po, w trakcie wysychania kleju:


Postanowiłam skorzystać z okazji i wykonać podróbkę techniki kintsugi.

Kinstugi - 金継ぎoznacza "złote łączenie" (funkcjonuje także pod nazwą kintsukuroi 金繕い - "naprawa złotem"). To fascynująca, tradycyjna japońska technika naprawy zniszczonej i stłuczonej ceramiki za pomocą laki zmieszanej z drobinkami złota lub innych metali (np. miedzi). Najpierw wygładza się krawędzie pękniętych fragmentów naczynia, a potem scala je przy użyciu laki, która tworzy "oprawę" wokół fragmentów ceramiki podobnie jak ołów w przypadku dawnych witraży.

Technika kinstugi jest właściwie równoważna ze sztuką i znakomicie wpisuje się w myśl japońskiej estetyki, według której niedoskonałość, asymetria i wręcz brzydota jest postrzegana jako piękno. Mowa o wabi-sabi, którą można określić zachodnim terminem "estetyka brzydoty i niedoskonałości".
 Istotą kintsugi jest założenie, że przedmiot naprawiony może być doskonalszy i piękniejszy od nietkniętego ze względu na swoją unikatowość i "duszę".

Niestety laki z domieszką złota nie miałam pod ręką (czy ona w ogóle jest dostępna w Polsce?), więc wykorzystałam złotą farbę do ceramiki. Jest to oszukaństwo i niespecjalnie ładnie wygląda (farba nie pokryje śladów złączeń i ubytków) , ale przynajmniej mogę się chlubić, że mam podróbę kintsugi. ;P







czwartek, 12 grudnia 2013

Yaaay!

Wczoraj kupiłam sobie wreszcie shiboridashi! <3

O, takie:



Shiboridashi (絞り出し) to japoński odpowiednik gaiwana (蓋碗), jest bardziej płaski, ma dzióbek i nie posiada spodka [choć zdarzają się też gaiwany bez spodka). Jego nazwa wywodzi się od japońskiego słowa shiboridasu (しぼりだす) - "wyciskać". Służy do parzenia głównie zielonych japońskich herbat.   

Rozdziewiczyłam naczyńko zieloną herbatą Pi Lo Chun ("Nefrytowa spirala wiosny"). To bardzo znana chińska zielona herbata z prowincji Jiangsu o charakterystycznym wyglądzie - skręcone listki są pokryte delikatnym białym puszkiem. Delikatny smak i aromat.

Mam nadzieję, że shiboridashi będzie mi służyło długo i wiernie. ;)