Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pu-erh. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pu-erh. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 grudnia 2015

Świąteczne herbaciane porządki cz. 1

Święta się zbliżają, czas pozbyć się herbat zalegających na półkach. ;)
Szczególnie próbek kupionych kilka lat temu i czekających na swoją kolej ...dość długo.

Dziś, w ramach czystki i przy okazji post-konferencyjnego relaksu, na pierwszy ogień poszły:
Złota latarnia, zielona herbata z lawendą morską oraz Che Nhai Jasmine.

 Złota latarnia

Moja próbka miała postać malutkiego sprasowanego gniazda, owinięta była w papierek ochronny. Przypominała wizualnie miniaturkę pu-erha.
 Złota latarnia, na szczęście, to czarna herbata. Zaparzyłam ją we wrzątku na ok. 3 minuty, spróbowałam i yyy... zapach i smak paskudny. Kwaskowaty i jakby winny?
Dzielnie wypiłam pierwsze parzenie (zastanawiając, czy się nie otruję) i zaparzyłam kolejne, dłuższe. To drugie było o wiele bardziej intensywne, za mocne, taka typowa, kolokwialnie pisząc, ..."siekiera". Gorzki smak piołunu, kwasu i wina był znacznie bardziej wyrazisty. :P

 Gniazdko:

1 parzenie:

2 parzenie:


Zielona z lawendą morską

Podobnie jak powyższa herbata, ta również była sprasowana, jednak dla odmiany w elegancką, trapezowatą kostkę.
Zapach próbki niezbyt zachęcający, ale do odważnych świat należy! :)
Smak... ohydny - tutaj znów przebijał ten kwaskowato-gorzki posmaczek prasowanej herbaty.
Pytanie, czy wszystkie "prasowanki" tak mają, czy też moje egzemplarze były już przestarzałe (pleśni żadnej ani innego mikrobiologicznego tałatajstwa na szczęście nie zaobserwowano). :P
Zdecydowanie nie będę za tą herbatą tęsknić.


1 parzenie:


 Che Nhai Jasmine

To zielona herbata o jaśminowym aromacie wywodząca się z Wietnamu.
Zaparzyłam ją w ok. 70-80 stopniach C na ok. 1,5 minuty. Co ciekawe, na torebce na odwrocie napisano, żeby ją parzyć przez 5 minut w 100 stopniach (!). Całkiem smaczna - wyraźnie przebijał smak jaśminu, ale zielona herbata również była wyczuwalna.

Saszetka:
 

Przelewanie naparu:

Uchwycona kropelka naparu (i przy okazji mój kciuk, nie było rady, skoro parzyłam w gaiwanie :P):

Na koniec - w ramach odtrutki - znakomicie sprawdził się znów Dongfang Meiren (Bai Hao). <3

wtorek, 7 lipca 2015

Liu Bao Three Cranes

Zaparzyłam herbatę Liu Bao (Pao) z chińskiej prowincji Guan Xi, prasowaną i formowaną w charakterystyczny placek lub "gniazdo". Zwie się ją inaczej "Three Cranes" - "Trzy Żurawie", które ładnie widać na opakowaniu.
To herbata, niełatwa do klasyfikacji, pośrednia między oolongiem a pu-erhem. Z jednej strony, częściowo oksydowana, z drugiej prasowana i "leżakowana" przez jakiś czas.
Miałam więc nadzieję, że będzie bardziej smakować jak oolong, bez posmaku charakterystycznego dla pu-erhów (tak zresztą sugerowały opinie na jej temat w sieci). Niestety się przeliczyłam. Smak mi nie odpowiada - ziemisty i drzewny, w złym tego słowa znaczeniu. Oczywiście, nie jest to poziom klasycznych ciemnych pu-erhów, jednak wystarczy, żeby mnie zniechęcić.
Słodyczy też tutaj nie dostrzegłam. Słowem, herbata raczej nie dla mnie.



Jeszcze a propos pu-erhów, Chińczycy opanowali niemal do perfekcji sztukę reliefu w kształcie dysków, niezależnie od materiłu.
Oto misternie wyrzeźbiony dysk ze sprasowanej herbaty pu-erh. :)

Źródło: Colorful Yunnan

Niemal bliźniaczo podobny do mojego dysku z jadeitu. ;)


poniedziałek, 6 lipca 2015

Swieto herbaty - Svatek Caje - Cieszyn 2015

Po zeszłorocznej nauczce tym razem nie przegapiłam Święta Herbaty, odbywającego się co roku w Cieszynie (Link). 
Uczta dla zmysłów i podniebienia! :)
Oferta Organizatorów była różnorodna: warsztaty (np. kaligrafii tybetańskiej, niestety przełożone na niedzielę - w związku z czym nie dane mi było uczestniczyć), wykłady (np. o herbacie w Azji), degustacje (np. nieprażonych i prażonych oolongów prowadzone przez Pana Michala Bútora), jadło i napitki (vege, falafel i słodkie wypieki z herbaty), koncerty (np.marokańskiego zespołu Chigaga Group) oraz przede wszystkim śliczna ceramika herbaciana, wystawiona na stoiskach! :)


Czajniczki, shiboridashi, czareczki i inne cacuszka cieszące oko:

 


Pan Michal Bútor w akcji parzenia oolongów:


 Pai Mu Tan z limonką i lodem + pyszne ciastko z matchy:


 Rawzinka z warzywami i pieczarkami, mniam! 

 

Z racji zainteresowań i wykształcenia obowiązkowo musiałam także zwiedzić rotundę św. Mikołaja w Cieszynie. Na szczęście drzwi były otwarte, więc sobie pomyszkowałam. ;) Niestety ze względu na mikroskopijne rozmiary rotundy nie dało się ująć obiektywie całości słynnej empory, a na ołtarz wchodzić nie chciałam.
Empora rotundy św. Mikołaja w Cieszynie:


 Widok na ul. Głęboką od strony wzgórza zamkowego w Cieszynie:


Rynek, w zasadzie ryneczek w Cieszynie i nieodłączne gołąbki! :P











środa, 1 lipca 2015

Qing Feng Xiang Yun

Od czasu, gdy w celach zdrowotnych i dietetycznych usiłowałam pić typowe ciemne i ziemiste pu-erhy, nie tykałam tego gatunku herbaty.
Paskudztwo i tyle.

Niedawno postanowiłam zmienić swoje nastawienie i skusiłam się na pu-erh, tym razem zielony jaśminowy o nazwie Qing Feng Xiang Yun (普茶花韵). Kupiłam niewielką próbkę z rok temu (jak nie więcej) i wreszcie się doczekała swoich 5 minut.
Zaparzyłam tę herbatę zgodnie z wytycznymi odnośnie pu-erhów: w temperaturze ok. 96 stopni. 2 parzenia po 20-30 sek. pełnią rolę "czarkomyjek" i "uwalniaczy walorów herbaty". Dopiero 3, również 30-sekundowe, służy do picia.



 
Wrażenia?
Zgodnie ze swoją nazwą, ta herbata nie smakuje jak typowy pu-erh, goryczki i ziemistości brak. Hurra! Przyrównać ją można raczej do zielonej herbaty. Różni ją jednak zdecydowanie większa słodycz i brak gorzkiego "trawiastego" posmaku. Za to herbata zyskuje duży plusik ode mnie.
Niestety jest niezbyt intensywna w smaku i barwie.

Nie jestem przekonana odnośnie metody picia dopiero 3 naparu.
Po pierwsze, to marnotrawstwo herbaty i wody, po drugie, zwykle w herbatach najbardziej cenię 1 napar. Kolejne, wbrew ogólnym opiniom, są według mnie znacznie gorsze i mniej intensywne.
1 parzenie Qing Feng Xiang Yun pachniało przepięknie jaśminem, 2 nieco mniej, a 3 wcale.
A podobno listki herbaty mają się budzić po 2 parzeniach?
Przezornie zostawiłam 2 napar w czarce dla porównania i do wypicia. Był znacznie bardziej intensywny niż 3, zaś 3 bardziej słodki.

Albo ze mną coś jest nie tak i nie umiem parzyć herbat albo ta metoda parzenia niekoniecznie się sprawdza. Możliwe, że przesadziłam z ilością wody na ilość herbaty - próbka była naprawdę mikroskopijna (ok. 2 g na 100 ml). Spotkałam się z różnymi opiniami - jedni twierdzą, że pu-erhy należy parzyć 1 g na 100 ml, inni twierdzą, że w stylu gongfu cha tj. 5-7 g...

sobota, 20 września 2014

Swieto Herbaty - Bytom 2014

Tydzień temu uczestniczyłam w I edycji bytomskiego Święta Herbaty o wdzięcznej nazwie Szolka Tyju (filiżanka herbaty w gwarze śląskiej).
Przy ulicy Rycerskiej (!) nieopodal Rynku można było skosztować różnych herbat przy stoiskach różnych herbaciarni, m.in. z Bytomia, Katowic, Wrocławia i Gliwic, a także wziąć udział w konkursie oraz obejrzeć prelekcję z tegorocznej wyprawy do Korei i Japonii.

Herbaciany jarmark przy ul. Rycerskiej

Spróbowałam kilku rodzajów herbat:
- z zielonych: zwykłą senchę oraz genmaichę (z prażonym ryżem) - nic nowego dla mnie.
- z czarnych: klasyczną Yunnan i herbatę z samowaru - od dawna chciałam skosztować tak przyrządzoną herbatę i wreszcie się udało, dość esencjonalna, ale bez szału.
- z oolongów: Da Hong Pao - bardzo smaczny o charakterystycznej nucie dla oolongów, zresztą chyba go już kiedyś piłam.
- z ziół/traw: napar z brzozy - not my cup of tea, taki ziołowy posmak, kudin (kuding)  
napar z Ilex kaushue zw. gorzką herbatą - bardzo adekwatnie, gdyż cholerstwo było strasznie gorzkie i paskudne w smaku :P, honeybush z truskawką oraz to samo z miodem - yyy, taka landrynka, brrr.
- z pu-erhów: zielony pu-erh - całkiem niezły, zważywszy na to, że nie lubię pu-erhów. Dość delikatny.
- z białych: Wschodzące Słońce (kwitnąca herbata) - średnio, mało wyrazisty smak

Oprócz herbat syciłam sobie oczy wystawą chińskich i japońskich czajniczków, czarek, mórz herbaty i gaiwanów. W bytomskiej herbaciarni dostrzegłam nawet cebei zdobione chińskimi smokami. Kusiło mnie strasznie, żeby je kupić, gdyż jest rzadko spotykane (albo gaiwan o tej samej ornamentyce), ale w końcu zdecydowaliśmy się na zakup kolejnego czajniczka Yixing. <3 Ten na szczęście się nie ślini. Sukces. :)

Cudeńka, wystawione przez herbaciarnię "Assam" z Bielska-Białej
Tak wygląda nasz czajniczek:


Miałam też przyjemność brać udział w warsztatach ozdabiania i szkliwienia ceramiki raku, za co dziękuję prowadzącym je Paniom. :) Ciekawa przygoda! A że lubię sobie malować od czasu do czasu, to tym bardziej frajda.
Pomalowaną przez siebie czarkę pokażę na zdjęciu niebawem, aczkolwiek nie wyszła tak, jak sobie wymarzyłam.


Ponadto mam kolejny powód do radości: za mną pierwszy dłuższy przejazd autostradą i jazda po obcym mieście, gdyż w drodze powrotnej prowadziłam samochód z Bytomia do mojego rodzinnego miasta.