czwartek, 11 kwietnia 2013

O herbacie słów kilka

Herbatę, jak wiadomo, zaczęto pić w Chinach. Według legendy, gdy cesarz Shennong odpoczywał pod drzewem herbacianym do trzymanej przezeń czarki z wodą, spadł listek herbaty. Władcy tak posmakował ów napar, że odtąd zaczęto go przyrządzać.
Pierwsze wzmianki o tym napoju pochodzą z X stulecia p.n.e. Do Japonii herbatę przywiózł dopiero buddyjski mnich Dengyō Daishi w 803 r. n.e.

Herbatę dzielimy na kilka rodzajów w zależności od długości procesu fermentacji liści:
♥ czarna
♥ zielona
♥ turkusowa (oolong)
♥ czerwona (pu-erh)
♥ żółta (napój cesarski w Chinach)
♥ biała
W tym herbaty aromatyzowane = perfumowane, z dodatkami smakowymi

+ wszelakiej maści napary ziołowe i owocowe (jeśli ktoś nazwie je herbatą, będę gryźć!)
+ yerba mate - napar z liści ostrokrzewu paragwajskiego 


--------------------------------------------------------------------------------------------

 Teraz czas na mały ranking spróbowanych przeze mnie herbat:

The Best

"Mainstreamowe" marki (zwykle kupowane w torebkach, choć zdarza mi się też nabyć lisciaste):  
+ Dilmah -> Earl Grey, Lychee, Jasmine Green, Vanilla
+ Lipton -> White Tea Raspberry, Indian Chai
+ Ahmad -> Cinnamon
+ Twinnings -> Earl Grey Green Tea, Jasmine Green Tea, Indian Chai
+ Bio-Active -> zielona z owocem maliny

"Burżujskie":
+ Premier's Tea -> Earl Grey
+ Newby -> Oriental Sencha
+ Kusmi Tea -> Imperial Label

Liściaste (niezależne od producenta):
+ Mały Budda - sencha z kawałkami ananasa, papai, lukrecji i drzewa sandałowego
+ 8 Skarbów Shaolin - kocham <3, orientalna mieszanka 8 zielonych i białych herbat z dodatkiem ananasa, truskawki i słonecznika
+ Maharani <3 - mieszanka czarnej i zielonej herbaty z papają i ostem. Bardzo przyjemna w smaku, czuć nutę kwiatów i owoców.
+ Pai Mu Tan - biała herbata o kwiatowym posmaku. Delikatna, ale walory smakowe wyborne.
+ Bai Hao - oolong, słodkawy w smaku

+ Herbata Mnichów (bynajmniej nie chodzi o ziołowy napar, jaki można nabyć w polskich klasztorach) - od kilku miesięcy gości w mojej czarce jako jedna z ulubionych. Mogę ją pić kilka razy dziennie. Mieszanka zielonej i czarnej herbaty z posmakiem wanilli, jaśminu i bergamotki. Nasilniej czuć bergamotkę, stąd też ta herbata przywodzi na myśl Earl Grey.
+ Ya Bao Yesheng ("pączek, który jest skarbem") albo Sunjian Cha ("herbata z kiełków bambusa”) - zwana czasem białym pu-erhem. Rzadka herbata z pączków liści starych drzew rosnących dziko w Yunnanie. Wygląd tych pączków przypomina kiełki bambusa, stąd nazwa. Napar po zaparzeniu przypomina lekko żółtawą wodę, ale smak jest delikatny. Nieco sosnowy i lekko drzewny, choć imo ma zbyt małe walory smakowe, aby pić z zachwytem na co dzień. Nie zdziwiłabym się, gdyby ktoś określił smak tej herbaty jako wywar z kory drzewa.

+ (Jade) Ti Guan Yin - "(Jadeitowa) Żelazna Bogini Miłosierdzia", uwielbiam brzmienie i znaczenie tej nazwy. <3 Jade TGY to bardziej wysublimowana wersja oolonga Ti Guan Yin, lekko sfermentowana. Smak hm... może niezbyt zadowalający europejskie podniebienie, ale na pewno ciekawy. Nuta oolonga + lekki posmak trawy i kwiatów. :P Nazwa herbaty wzięła się od opowieści, gdzie pewnym chińskim biednym chłopem zaopiekowała się Guanyin, Boddhisatwa Miłosierdzia, żeński aspekt Awalokiteśwary, w Japonii znana jako bogini Kannon.

Moją ulubioną czarną aromatyzowaną herbatą bez względu na markę, jest Earl Grey. Szkoda, że w zalezności od firmy, jej jakość i walory smakowe się różnią.

Zielska:
+ King's Crown -> Ayurvedischer Tee - mniam, ma taki słodki i korzenny posmak.

niedziela, 18 listopada 2012

Herbata w europejskim sredniowieczu?

Czytam sobie o jakże intrygujących przygodach dwóch średniowiecznych królów...
Europejskie średniowiecze fascynuje mnie już od ponad 10 lat, związałam się z nim także zawodowo. Śledzenie kolei losu znanych i mniej znanych postaci historycznych tej epoki sprawia mi olbrzymią frajdę.

Jednak nieodmiennie zadaję sobie pytanie, jak ówcześni ludzie mogli funkcjonować bez herbaty?! :P
Wiadomo, pili wodę, żłopali piwsko (o mniejszej ilości procentów niż obecnie), miód i okazjonalnie raczyli się winem. A także korzystali z różnej maści naparów ziołowych i likierów.
Skoro zupełnie herbaty nie znali, to oczywiście nie mogli mieć świadomości, że tracą coś cennego.

Oficjalnie herbata przybyła do Europy u progu XVII wieku.
Ciekawa jestem, czy jednak aby nie poznano jej wcześniej? Mowa o jednostkowych przypadkach. Okazji trochę było - handel lewantyński i krucjaty. Jakiś zabłąkany kupiec mógł choćby przez przypadek natknąć się na liście herbaty z Indii lub Chin. Na przykład Marco Polo, jeśli wierzyć jego relacji, że rzeczywiście dotarł do Chin.




sobota, 17 listopada 2012

King's Crown ciąg dalszy

Tym razem skusiłam się na Grüner Tee - Marokkanische Minze, mimo że nie cierpię miętowej herbaty. Zawiera 54 % zielonej herbaty, liście jeżyn i miętę pieprzową. Trzeba było słuchać głosu rozsądku... Jest obrzydliwa w smaku i co gorsza, jak postoi w kubku, zmienia barwę ze słomkowej na ciemnopiwną. :o Jakaś reakcja chemiczna czy cuś? Wylałam te biedne resztki do zlewu.
Teraz mam nie lada kłopot, co zrobić z pozostałymi 24 torebkami tego świństwa. :P

(źródło: www.rossmann.de)

Z tej królewsko-koronnej serii herbat można zakupić jeszcze napary owocowe: bananowo-wiśniowy, śmietankowo-truskawkowy oraz rooibos afrykański (smak ananasa i mango). Nie przepadam za owocówkami, więc się nie skuszę. ;)

Na koniec moje herbaciane motto życiowe:
(wzięte z tumblra)

wtorek, 13 listopada 2012

Zima...



Na zewnątrz ponuro i zimno, więc dziś kupiłam sobie w Empiku świąteczny ogrzewacz do łapek w skarpetce, mam nadzieję, że dobrze się przysłuży. (wprawdzie barwa i wzorek skarpetki mnie nie satysfakcjonuje, ale do wyboru były jeszcze brzydsze)


 (zdjęcie własne)

niedziela, 11 listopada 2012

Goodnight, sweet prince...

...and flights of angels sing thee to thy rest.

Na dobranoc straszliwie kiczowaty rozbrajający czajniczek do herbaty w kształcie domu Szekspira w Stratford.

Enjoy!

 



sobota, 10 listopada 2012

Greenfield Tea

Dwa lata temu podczas pobytu w Rumunii zdarzyło mi się pić przy śniadaniu naprawdę wyśmienitą herbatę. Kto by pomyślał, że w jednym z hoteli w Piteşti natknę się na taki skarb!
Nie omieszkałam skosztować trzech rodzajów (jak dają, to bierz~): Easter Cheer, Spring Melody i Creamy Rooibos. Więcej już nie było niestety. Wszystkie mi smakowały, ale najbardziej Easter Cheer. Była taka orzeźwiająca i radosna.
Jaka szkoda, że w Polsce herbat tej firmy nigdzie nie ma. A są w Rumunii, co za ironia dziejów!


(źródło: http://www.flickr.com/photos/helenaferry/2034187669/sizes/l/)


Masala Chai

W przerwie między czytaniem naukowej literatury zrobiłam sobie chai masala, korzenną herbatę zmieszaną z mlekiem. Nie wszyscy lubią mleko, więc nie każdemu podejdzie, a ja po prostu uwielbiam tę mieszankę. Z ciasteczkami smakuje wybornie. Dla odmiany za dobrze nam znaną bawarką nigdy nie przepadałam.

Przepis jest prosty, wariacji jest tyle, ile osób sporządzających chai. ;)

Mój dobór składników na 2 osoby:
1,5 szklanki wody
1,5 mleka
3 szaszetki herbaty (zwykle daje się Assam lub Darjeeling, jako że nie przepadam za nimi, to wrzucam moje ukochane Earl Grey)
2 łyżki cukru
7 goździków
szczypta: - cynamonu
               - kardamonu  
               - imbiru
               - pieprzu

Dodajemy wszystkie składniki do garnka, podgrzewamy aż do zagotowania (mieszając w trakcie). Przelewamy herbatkę do duuużych kubków przez sitko i voila!
Osobiście preferuję jednak najpierw zagotowanie wody, dodanie herbaty, cukru i przypraw, a potem dolanie mleka i ponowne zagotowanie. 

 Smacznego!
(zdjęcie własne)

Kiedyś muszę zdobyć i wypróbować prawdziwą indyjską chai, o taką:


*idzie udawać, że pisze pracę dyplomową*