Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masala. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 maja 2015

Maroko vs. Rosja

Jeszcze tutaj nie prezentowałam "nowego-starego" zestawu herbacianego.
Zwracają uwagę nietypowe czareczki ...z uszkiem - taki kaprys twórców kompletu. :)
I dla osób, nieprzyzwyczajonych do picia z jakichkolwiek naczyniek bez uszek, rzecz przydatna.

Poniżej zdjęcia sprzed kilku miesięcy.

1. Zdaje się, że tradycyjnie zaparzyłam wówczas Earl Greya.
Obok czajniczka i czarki znajduje się marokańska świeczka z ornamentalnym ażurem, od razu wytwarza odpowiedni nastrój. :)

2. Tym razem masala chai. Obok czajniczka i czarek stoi "grająca" misa tybetańska. 



Gdybym miała powiązać ten zestaw herbaciany z krajem, kojarzy mi się z dwoma, jakże odmiennymi - z Marokiem i z... Rosją. Przydałoby się w nim zaparzyć herbatę przywodzącą na myśl wschodnie stepy np. Rosyjską karawanę. ;)

Pamiętam, że moja śp. Ciocia (w zasadzie Babcia stryjeczna) daleko, daleko stąd, w miejscowości przy granicy białoruskiej (!) miała sporej wielkości samowar. Jako dzieciak przyglądałam mu się z ciekawością. Niestety moje usiłowania namówienia dorosłych do zaparzenia w nim herbaty spełzły na niczym. Nie wiadomo, co się z tym samowarem stało, a szkoda, bo bym go przygarnęła. ;) Inna rzecz, że nie bardzo byłoby go gdzie postawić, mógł mieć z pół metra.

I skoro już zaczęłam rosyjskie klimaty, od których zwykle stronię (z wyjątkiem literatury i herbaty), poczęstuję Was jednym z moich ulubionych cytatów z Białej Gwardii Michaiła Afanasjewicza Bułhakowa:

"kaflowy piec w jadalni ogrzewał i utulał malutką Helenkę, najstarszego Aleksieja i całkiem jeszcze nieporadnego Nikołkę. Jakże często odczytywano w cieple buchających żarem płaskich kafli Cieślę z Saardamu, kurantowy zegar wygrywał gawota, a pod koniec grudnia zawsze pachniało igliwiem i na zielonych gałęziach płonęła kolorowa parafina. Stojącemu w sypialni matki, gdzie teraz śpi Helenka, mosiężnemu, co wygrywał gawota, odpowiadał z jadalni czarny, ścienny, bił spiżowe. Ojciec kupił go dawno, kiedy modne jeszcze były śmieszne, bufiaste rękawy. Panie już noszą się inaczej, czas przeleciał jak iskra,umarł ojciec, który był profesorem, wszyscy są już dorośli, a zegar został taki sam i bił spiżowe. Tak do niego wszyscy przywykli, że gdyby jakimś cudem zniknął któregoś dnia ze ściany, byłoby tak smutno, jakby zamilkł głos kogoś bliskiego, niczym by się nie dało wypełnić tej pustki. Ale zegar na szczęście jest z pewnością nieśmiertelny, nieśmiertelny jest też Cieśla z Saardamu i polewane kafle niczym mądra skała, w najcięższych chwilach gorące i zbawcze."


Cieśla z Saardamu, zegar i piec. <3
 Naprawdę polecam Białą Gwardię - ciężka lektura, ale spodobała mi się bardziej niż cokolwiek oblatany już Mistrz i Małgorzata.Tak, herezję piszę i Michaił Afanasjewicz by mi tego raczej nie wybaczył. :P
Gorzej jednak, że sceniczna wersja tej powieści, znana jako Dni Turbinów, przypadła też do gustu Stalinowi. Choć zupełnie nie rozumiem, dlaczego, skoro to książka przychylna Białej Armii Denikina. :P

sobota, 10 listopada 2012

Masala Chai

W przerwie między czytaniem naukowej literatury zrobiłam sobie chai masala, korzenną herbatę zmieszaną z mlekiem. Nie wszyscy lubią mleko, więc nie każdemu podejdzie, a ja po prostu uwielbiam tę mieszankę. Z ciasteczkami smakuje wybornie. Dla odmiany za dobrze nam znaną bawarką nigdy nie przepadałam.

Przepis jest prosty, wariacji jest tyle, ile osób sporządzających chai. ;)

Mój dobór składników na 2 osoby:
1,5 szklanki wody
1,5 mleka
3 szaszetki herbaty (zwykle daje się Assam lub Darjeeling, jako że nie przepadam za nimi, to wrzucam moje ukochane Earl Grey)
2 łyżki cukru
7 goździków
szczypta: - cynamonu
               - kardamonu  
               - imbiru
               - pieprzu

Dodajemy wszystkie składniki do garnka, podgrzewamy aż do zagotowania (mieszając w trakcie). Przelewamy herbatkę do duuużych kubków przez sitko i voila!
Osobiście preferuję jednak najpierw zagotowanie wody, dodanie herbaty, cukru i przypraw, a potem dolanie mleka i ponowne zagotowanie. 

 Smacznego!
(zdjęcie własne)

Kiedyś muszę zdobyć i wypróbować prawdziwą indyjską chai, o taką:


*idzie udawać, że pisze pracę dyplomową*